Stosunki Międzynarodowe

Czy dni Premiera Hiszpani Zapatero są policzone?

Tak jak na wynik polskich wyborów prezydenckich wpłyną wydarzenia związane z powodzią, tak na zwycięstwo Jose Luis Rodrigueza Zapatero decydujący wpływ miał zamach terrorystyczny w metrze w Madrycie. Zamach miał miejsce 11 marca 2004 roku, wybory odbyły się zaledwie 6 dni później. Przewagę sondażową miała rządząca Partia Ludowa (Partido Popular, PP), ale szok i złość na rząd, spowodowane tragicznymi wydarzeniami wpłynęły na zwrot zdarzeń, którego wcześniej nie brano na poważnie pod uwagę. Zamach terrorystyczny zadecydował o zwycięstwie ekipy

Martyna Kośka*

Od Bambi do hiszpańskiego Tony Blaira

W wielkiej polityce Zapatero nie pojawił się znikąd; od 2000 roku pełnił funkcję sekretarza generalnego PSOE. W partii działa od 1979 roku, czyli od roku, w którym osiągnął pełnoletność. Wcześniej sympatyzował z socjalistami – i okazało się to doskonałym wyborem dla jego dalszej kariery. Z wykształcenia jest prawnikiem konstytucjonalistą. Z powodu nieco dziecinnego wyglądu ochrzczono go różnymi przydomkami, jak choćby Bambi – szybko jednak się okazało się, że dla określenia całokształtu działań nowego prezydenta bardziej pasuje „cudotwórca” czy „Hiszpański Magik”. Pchnął osiągającą bardzo średnie wyniki gospodarcze Hiszpanię na tory szybkiego rozwoju; wspierał prywatną przedsiębiorczość, popierał nowoczesne inwestycje, ale także wypracował skuteczne narzędzia walki z korupcją, dbał o przejrzystość działania administracji publicznej. W opinii wielu stworzył nowy wzór działania partii lewicowych – jako nowoczesnych organizacji dbających o odpowiedni stopień laicyzacji w państwie, realizującej postulaty ludzi pracy, ale jednocześnie nie ulegającej pokusom państwa socjalnego. Zapatero zaproponował coś, co można określić jako „trzecią drogę” między liberalnym kapitalizmem a państwem opiekuńczym – której wcześniej w tak skutecznym kształcie nie udało się stworzyć żadnemu innemu lewicowemu politykowi. Zapatero popierał szeroką autonomię regionów, na przykład zaakceptował zmiany w statusie Katalonii, dzięki którym region otrzymał więcej niż dotychczas niezależności. Lansował ideę „estado de naciones”, czyli państwa regionów, w którym poszczególne regiony będą ze sobą współpracowały na zasadzie równouprawnienia. Zapatero prowadził także skuteczną politykę wobec organizacji terrorystycznej ETA, która w 2006 roku ogłosiła rozejm. Było to ukoronowaniem wieloletnich starań kolejnych ekip rządzących, które nie potrafiły sobie poradzić z uciekającą się do siły organizacją z Kraju Basków. Zapatero doszedł do takiego rozwiązania w sposób stosunkowo prosty: w zamian za poparcie polityczne obiecał Baskom rozszerzenie ich praw i sukcesywne przyznawanie nowych uprawnień. To sprawiło, że w 2008 roku (kiedy socjaliści po raz drugi z rzędu wygrali wybory do parlamentu) PSOE wygrała także w Kraju Basków, pokonując tym samym od lat rządzącą Baskijską Partię nacjonalistyczną.

Wojna – nie, świeckie państwo - tak

Jedną z pierwszych decyzji po zwycięskich wyborach w 2003 roku było wycofanie wojsk z Iraku. Naród był zachwycony, świat – zaskoczony. Zapatero pokazał, że nie ma zamiaru realizować wizji Waszyngtonu wbrew woli Hiszpanów, ale patrząc na tę decyzję z kilkuletniej perspektywy trudno oceniać ją jako przejaw wyłącznie patriotycznych uczuć i niechęci wobec konfliktów. Wycofanie wojsk przez europejskiego sojusznika było dokładnie tym, czego chcieli islamscy terroryści i radykałowie. Na Zapatero spadła fala krytyki za uleganie ich terrorowi. Swojego zdania nie zmienił; zresztą już w kampanii wyborczej obiecywał wycofanie armii.
Gdy chodzi o politykę zagraniczną, prezydent nie jest uznawany za dobrego gracza. Przeciwnie, nie dość, że jego działania i linia polityczna zmniejszyły wpływy Hiszpanii za granicą, to jeszcze przyczyniły się do stopniowej izolacji Madrytu w polityce międzynarodowej. Zapatero stawiał kiedyś na jak najbliższe stosunki z Francją i Niemcami; ostatnie problemy gospodarcze sprawiły, że Angela Merkel, jedna z głównych postaci rozdających karty w polityce europejskiej patrzy na stosunki z Hiszpanią z pewną rezerwą. Od stycznia 2010 roku Hiszpania przewodniczy Radzie – to już czwarty raz, gdy kraj ten sprawuje prezydencję (do UE Hiszpania przystąpiła w 1985 roku). Tym razem przewodnictwo wypadło w trudnym okresie – wciąż widoczne skutki kryzysu, spowolnienie gospodarcze, ogromna pomoc kierowana do potrzebujących państw. Do tego dochodzi fakt, że to pierwsze  miesiące po wejściu  w życie Traktatu Reformującego. W 2009 roku Zapatero przedstawił priorytety swojej prezydencji. Są to: wprowadzenie w życie Traktatu z Lizbony, odbudowa gospodarki europejskiej poprzez skoordynowanie działań poszczególnych państw, wzmocnienie wpływów UE na arenie międzynarodowej i jako ostatni punkt – działania w obszarze praw człowieka i wolności.
Rzadko kiedy ekipy rządzące decydują się na podejmowanie kroków w sferze szeroko rozumianej obyczajowości, zwłaszcza gdy działania w jakiś sposób mają związek z Kościołem. Socjalista Zapatero najwyraźniej nie miał takich obiekcji i nie można odmówić mu konsekwentnego realizowania kolejnych punktów programu sekularyzacji państwa. Ku wzburzeniu wierzącej części społeczeństwa umożliwił parom homoseksualnym zawieranie związków małżeńskich z prawem adopcji dzieci, zliberalizował ustawę dotyczącą przerywania ciąży, ułatwił rozwody. Na koniec socjaliści pozostawili wisienkę na torcie – ustawę o wolności religijnej, która w praktyce może wyłączyć Kościół z życia publicznego. Kościół cieszy się w Hiszpanii dużym szacunkiem, odsetek praktykujących jest bardzo wysoki, więc każdy krok w tym kierunku spotykał się ze sprzeciwem ze strony hierarchów i wiernych. Jeśli ustawa wejdzie w życie, krzyże znikną z urzędów,szkół, a uroczystości państwowe będą odbywały się bez udziału duchownych. To nie ma być koniec działań zmierzających do pełnego rozdziału między państwem a Kościołem – Zapatero chciałby zająć się również finansowych przywilejów Kościoła.

Początek końca?

Ale dziś Hiszpanie nie są zadowoleni ze swojego premiera. Globalny kryzys odcisnął poważne piętno we wszystkich krajach Europy południowej. Gospodarka ma od wielu miesięcy  realne problemy – wzrost bezrobocia (jeden z najwyższych wskaźników w całej Unii), inflacja, do tego mało skuteczny i dziurawy system bankowy. Niestety, rząd będzie zmuszony podjąć się zadania trudnych reform – w ostatnich tygodniach przyjęto plany oszczędnościowe na 4 najbliższe lata o wartości około 65 mld euro, ale dalsze cięcia są mimo to nieuniknione.  Niecałe 70 mld euro to zdaniem Komisji zdecydowanie za mało. Hiszpania zapewne nie znalazłaby się w tak kłpotliwej sytuacji, gdyby nie problemy podobnej pod wieloma względami Grecji. Po ujawnieniu skali problemów tego państwa inwestorzy stali się bardzo nieufni. Nalegali, by Hiszpania zmniejszyła swój deficyt i udowodniła, że nie będzie potrzebowała planu pomocowego ze strony Unii.  Tak właśnie Zapatero znalazł się między młotem a kowadłem – z jednej strony instytucje UE i inwestorzy, z drugiej strony Hiszpanie, którzy nie mogli nie odczuć cięć. Obniżono płace budżetówki, zmniejszono inwestycje. Zresztą nie jest to pierwszy przykład poddania premiera naciskom przeciwnych grup interesów: pracodawcy narzekający na mało elastyczne prawo pracy i  po przeciwnej stronie barykady liczące tysiące członków związki zawodowe, domagające się rozszerzenia bezpieczeństwa zatrudnienia i ochrony pracowników.
Zapatero jest krytykowany za brak działań w pierwszych miesiącach kryzysu, za zbyt optymistyczną wiarę, że wszystko się „jakoś ułoży”. To był olbrzymi błąd, a gdy stało się jasne, jak poważne może mieć konsekwencje, jedynym sposobem na wyjście z twarzą była szybka praca nad projektami spójnych reform. Zapatero poszedł zatem na wojnę – ze wszystkimi, by tylko nie dopuścić do powstania jeszcze bardziej bolesnych konsekwencji kryzysu.  15 lipca socjalistyczny rząd wprowadził dekret ułatwiający zwalnianie pracowników. Zakłada on między innymi ułatwienia co do rozwiązywania uowy o pracę, skrócenie czasu odprawy z 45 do 33 dni, stworzenie jednolitych umów o pracę. Ogranicza ponadto rolę związków zawodowych przy ustalaniu umów zbiorowych – co musiało rozwścieczyć związkowców. Hiszpania ma bardzo bogate tradycje jeśli chodzi o związki zawodowe, ich duże oddziaływanie w obszarze zatrudnienia nie podlegało dyskusji. Narażając się im, Zapatero wiele ryzykuje. Propozycja nie wzbudziła zresztą również specjalnej aprobaty pracodawców, którzy zaproponowane rozwiązania uważają za powierzchowne. W najbliższy wtorek dekret będzie poddany pod głosowanie w Parlamencie. Prawdopodobnie będzie to ostateczny sprawdzian dla rządu Zapatero. Jeśli projekt przepadnie, do dymisji poda się prawdopodobnie cały rząd, w Hiszpanii zostaną zwołane przedterminowe wybory parlamentarne. Marny koniec tak rewelacyjnie zapowiadającej się kariery.

Dodaj komentarz