Jesteś tutaj

Data dodania

czw., 05/01/2012 - 12:45

Ameryka Łacińska nie pozostaje obojętna na wydarzenia w światowej gospodarce. W erze powszechnej globalizacji wzajemne oddziaływanie systemów ekonomicznych stało się o wiele silniejsze. Odpowiedzią krajów latynoamerykańskich na problemy strefy euro i Stanów Zjednoczonych jest próba zacieśnienia więzów ekonomicznych. Służy temu oficjalne  powołanie do życia Wspólnoty Państw Ameryki Południowej i Karaibów (hiszp. Comunidad de Estados Latinoamericanos y Caribeños, CELAC). Utworzyły ją państwa regionu podczas inauguracyjnego spotkania, jakie na początku grudnia odbyło się w stolicy Wenezueli, Caracas. Do partycypacji w przedsięwzięciu nie zaproszono delegacji z Waszyngtonu i Ottawy. Podpisana deklaracja precyzuje utworzenie Wspólnoty, m.in. jako narzędzia do budowy jednego rynku wewnętrznego i zabezpieczenie przed importem kryzysu.

Idea powstania wspólnoty gospodarczej z wyłączeniem Stanów Zjednoczonych i Kanady, dojrzewała w świadomości polityków już od dawna. Swymi korzeniami sięga nawet czasów Simona Bolivara, który widział kontynent południowoamerykański zjednoczony i wolny od wpływów obcej dominacji. Realnych kształtów nabrała mniej więcej cztery lata temu. Inicjatorami stali się sygnatariusze tzw. Grupy Rio i uczestnicy Szczytów Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CALC). Z pomysłem stworzenia organizacji alternatywnej wobec dotychczas istniejących, wystąpił w 2008 r. ówczesny prezydent Brazylii, Luiz Inacio Lula da Silva. Za datę powstania CELAC uznaje się 23 lutego 2010 r., kiedy w trakcie szczytu w meksykańskim Cancun, przedstawiciele krajów członkowskich Grupy Rio, zapowiedzieli utworzenie nowego forum do pogłębiania integracji i prowadzenia dialogu. Przyświecała im głównie chęć ograniczenia dominacji amerykańskiej na kontynencie. Ściślejsza współpraca miała umożliwić pozytywne wykorzystanie potencjału ekonomicznego tkwiącego w poszczególnych krajach.

Wspólnotę Państw Ameryki Południowej i Karaibów utworzyły 33 państwa, obejmujące swym zasięgiem ponad 20 mln km2 i zamieszkiwane przez około 600 mln ludzi, którzy posługują się 5 różnymi językami – hiszpańskim, angielskim, francuskim, portugalskim i holenderskim. Większą część stanowią kraje hiszpańskojęzyczne, na które przypada 56 proc. całej powierzchni i 63 proc. populacji CELAC. W tej grupie znajdują się: Argentyna, Boliwia, Chile, Dominikana, Ekwador, Gwatemala, Honduras, Kolumbia, Kostaryka, Kuba, Meksyk, Nikaragua, Panama, Paragwaj, Peru, Salwador, Urugwaj, Wenezuela. Grono państw, gdzie oficjalnym językiem jest angielski tworzą: Antigua i Barbuda, Bahamy, Barbados, Belize, Dominika, Grenada, Gujana, Jamajka, Saint Lucia, Saint Kitts i Nevis, Saint Vincent i Grenadyny oraz Trynidad i Tobago. Portugalski używany jest w Brazylii, która zajmuje aż 42 proc. powierzchni i posiada 34 proc. ludności Wspólnoty. Pozostałe dwa kraje to francuskojęzyczne Haiti i była holenderska kolonia Surinam. Największy obszar spośród wszystkich państw zajmuje Brazylia (8,5 mln km2), zaś najmniejsza jest karaibska federacja Saint Kitts i Nevis (261 km2).

CELAC powołały państwa różniące się między sobą pod wieloma względami. Nie chodzi tu tylko o różnice językowe, ludnościowe czy powierzchniowe. Wspólnota zrzesza kraje będące na diametralnie różnych etapach rozwoju ekonomicznego. Najsilniejsze gospodarczo są zdecydowanie Argentyna, Brazylia i Meksyk. Łączny dochód narodowy generowany przez te trzy gospodarki przekracza 4 bln USD. Stanowi to ponad 60 proc. PKB osiąganego przez CELAC. Sama tylko Brazylia, która rozwija się prężnie od kilku lat osiąga rocznie 2,2 bln USD. W Argentynie z kolei roczny wzrost gospodarczy utrzymuje się od 2006 r. w okolicach 7-9 proc. Na przeciwległym krańcu znajdują się ubogie kraje pokroju Belize, Gujany, Haiti, czy Surinamu. Wskaźniki PKB per capita potwierdzają ten fakt. Na obywatela Wysp Bahama przypada 28 tys., a Barbadosu 21 tys. USD. Ten sam wskaźnik w Nikaragui wynosi ok. 3 tys., zaś w Hondurasie  w granicach 4 tys. USD.

Cele jakie postawili przed sobą założyciele CELAC są dość ambitne. Oprócz wspomnianego utworzenia wspólnego rynku, planowana jest unifikacja mechanizmów finansowych i wypracowanie strategii gospodarczej. Zmianie powinny ulec niekorzystne tendencje wzajemnej wymiany handlowej. Obecnie jedynie 16 proc. z jej całości przypada na obroty pomiędzy krajami Ameryki Łacińskiej. Istotne jest dążenie do utrzymania wzrostu gospodarczego, jaki pomimo trendów spadkowych na świecie, przeżywają państwa od Meksyku, po Chile. Wspólnota ma także pomóc w dalszej walce z szerzącą się biedą i ubóstwem w regionie. Szczególne znaczenie ma to na obszarze Karaibów, m.in. na dotkniętej trzęsieniem ziemi Haiti, czy nękanych huraganami wysp Antyli.

Powstanie CELAC wpisuje się w szereg wcześniejszych inicjatyw, jakie powstały na przestrzeni lat w różnych zakątkach świata, w tym i Ameryce Południowej. W przypadku kontynentu latynoamerykańskiego bazowały one na założeniu, że poprzez ścisłą współpracę uda się przełamać hegemonię USA. Pod względem ilości powołanych organizacji region ten może śmiało uchodzić za lidera. Wystarczy wymieć chociażby Stowarzyszenie Integracji Latynoamerykańskiej (ALADI), Andyjski Wspólny Rynek, Unię Pacyfiku, Unię Narodów Południowoamerykańskich (UNASUR), Unię Boliwariańską na rzecz Ludów Ameryki (ALBA), Środkowoamerykańską Strefę Wolnego Handlu (CAFTA), czy Wspólny Rynek Południa (Mercosur). Niestety z ilością nie zawsze idzie w parze efektywność działania. Poza nielicznymi wyjątkami, jak na przykład Mercosur, wszystkie pozostałe charakteryzują się relatywnie niską skutecznością. Większość ustaleń przyjętych podczas spotkań państw członkowskich pozostaje na papierze. Wdrażanie ich w życie natrafia na prozaiczne przeszkody. Zwycięża indywidualizm oraz walka o własne korzyści. Trudność sprawia pogodzenie interesów poszczególnych krajów.

Wiele wskazuje na to, że w tym przypadku może być podobnie. Ciężko bowiem wyobrazić sobie wspólne stanowisko reprezentantów odmiennych koncepcji społeczno-ekonomicznych. Spory polityczne pojawiają się również między sąsiadami, jak w przypadku Wenezueli i Kolumbii. Odmienne cele i dążenia będą cechowały też pozostałe kraje. Dodatkową słabością jest brak organów wykonawczych. Nie powołano sekretariatu, przedstawiciela ani nawet stałej siedziby. Ustalono jedynie miejsce następnego spotkania, które odbędzie się w Hawanie. Na tymczasowego „zarządcę” wybrano prezydenta Chile Sebastiana Pinerę. Upadł natomiast pomysł przywódcy Wenezueli, aby ze Wspólnoty uczynić kluczowy instrument integracyjny na kontynencie i zastąpić nim całkowicie Organizację Państw Amerykańskich (OPA). Podczas spotkania w Caracas wyrażono otwartość na równorzędną współpracę. Powołana do życia w 1948 r. skupia wszystkie państwa Półkuli Zachodniej, z wyjątkiem Kuby, którą wykluczono w 1962 r. Przez Hugo Chaveza i jego zwolenników OPA jest uważana za narzędzie imperialnego oddziaływania Stanów Zjednoczonych. Nie ulega wątpliwości, że organizacja rzeczywiście przeżywa kryzys i wymaga strukturalnych reform, aby sprostać wyzwaniom współczesności. Rząd w Waszyngtonie zapowiedział tymczasem kontynuowanie działań w ramach OPA. Można przypuszczać, iż jednocześnie będzie się starał osłabić CELAC, wykorzystując do tego powiązania gospodarcze z członkami Wspólnoty. Pomimo słabnącej pozycji, USA pozostają nadal czołowym partnerem handlowym większości państw. Wyjątek stanowią Brazylia i Chile, gdzie na pierwsze miejsce wysunęły się Chiny. Przyszłość pokaże, czy nowopowstała inicjatywa stanie się prawdziwym przełomem, czy też wpisze się dotychczasowe próby zintegrowania Ameryki Łacińskiej. W każdym razie warto przyglądać się bacznie temu regionowi świata.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.