Jesteś tutaj

Data dodania

pt., 09/09/2011 - 14:21

Jeszcze kilka lat temu uważany za najbogatszego człowieka Europy Środkowo-Wschodniej, dziś jest najsłynniejszym więźniem politycznym w Federacji Rosyjskiej. Oszustwa podatkowe – tak brzmi uzasadnienie wyroku skazującego na kolonię karną. Prawdopodobnie największym grzechem w karierze Michaiła Chodorkowskiego była próba przeciwstawienia się skorumpowanemu systemowi i Władimirowi Putinowi. A może prawda leży gdzieś zupełnie indziej i Michaił Chodorkowski, który próbując wzbudzić litość świata i przedstawić się jako ofiara polityczna – liczy na rekompensującą wszystkie upokorzenia nagrodę?

Chodorkowski pierwsze pieniądze zarobił na handlu komputerami, ale jego kariera nabrała rozpędu w 1988, gdy stał się jednym ze współzałożycieli Banku Postępu Naukowo-Technicznego (następnie przemianowanego na Menatep). Był to jeden z pierwszych prywatnych banków w Rosji po 1917 roku. Szybki rozwój banku był możliwy m.in. dzięki obrotowi ogromnymi funduszami rządowymi. W 1995 Menatiep odkupił od państwa Jukos za kwotę 309 mln USD – zakup dokonany de facto za pieniądze z budżetu rosyjskiego. Wcześniej Menatep otrzymał bowiem od Rosyjskiego Banku Centralnego fundusze na finansowanie pewnych działań państwowych (np. prowadzenie wojny w Czeczenii). Menatiep nigdy nie rozliczył się z zakupu – rządowy audyt stwierdził, że bank nie zwrócił do państwowej kasy co najmniej 4,4 mld USD. Chodorkowski został prezesem spółki, będącej światowym liderem na rynku energetycznym i mógł robić to, co inni Rosjanie, których Forbes umieszcza w czołowych miejscach rankingów: żyć luksusowo, przejmować kolejne spółki, robić ciemne interesy. Chodorkowski nie dość, że nigdy nie lubił otaczać się nadmiernym bogactwem, to jeszcze zainteresował się niebezpieczną dziedziną – polityką.

Kremlowskie inspiracje

Problemy Chodorkowskiego zaczęły się, gdy zbyt intensywnie krytykował ówczesnego prezydenta, Władimira Putina i zarzucał mu tolerowanie korupcji w Rosji. Putin nie bawił się w dyplomatyczne uniki, poinformował natomiast odpowiednie osoby, aby zamknęły Chodorkowskiemu usta i przykładnie go ukarały. Sprawa była mu wręcz na rękę – na przykładzie Chodorkowskiego pokazał innym magnatom, gdzie ich miejsce i że nie opłaca się zadzierać z władzą. Dodatkowo Putina rozgniewały ambicje polityczne szefa Jukosu, który nie ukrywał chęci startu w wyborach. Miał środki finansowe na poprowadzenie spektakularnej kampanii wyborczej i dar przekonywania do siebie ludzi. Kreml rozjuszył też sposób w jaki Chodorkowski zarządzał Jukosem. Dążył on bowiem do wprowadzenia przejrzystego sposób zarządzania finansami, publikował sprawozdania finansowe. Miało to uniemożliwić niejasne interesy i korupcję, a to na pewno nie było zgodne z oczekiwaniami nie tylko Kremla, ale innych potężnych biznesmenów, którzy chcieli ugrać w Jukosie coś dla siebie.

Ruszyła więc machina, która doprowadziła Chodorkowskiego do zamiany gabinetu szefa Jukosu na wieloosobową celę w kolonii karnej.  W 2003 prokuratura zarzuciła prezesowi Jukosu oszustwa podatkowe, w wyniku których do budżetu państwa nie trafił co najmniej 1 mld USD. W 2005 sąd w Moskwie skazał go na 9 lat więzienia, wyrok zmniejszono do lat 8. W 2007 prokuratura przedstawiła kolejny zarzut – tym razem defraudacji znacznych sum oraz kradzieży 350 mln ton ropy należącej do kilku spółek-córek Jukosu. Zarzut absurdalny – jak przekonywali obrońcy oligarchy, fizycznie nie jest możliwa kradzież ilości odpowiadającej rocznemu rosyjskiemu wydobyciu ropy, zniknięcie jej nie mogłoby ujść uwadze odpowiednich służb. Prokuratura wzięła te argumenty pod uwagę i oskarżyła Chodorkowskiego o kradzież… 218 mln ton ropy. Jednocześnie wyrok usłyszał zastępca Chodorkowskiego,  Płaton Lebiediew. Chodorkowski najwcześniej wyjdzie na wolność w 2017 roku.

Kara za brak pokory

Nie ma wątpliwości, ze szereg działań Chodorkowskiego nie był ani legalny, ani etyczny. Korzystanie z ogromnych ulg podatkowych, pomoc lokalnych władz w prowadzeniu inwestycji naftowych – ale w taki sam sposób działali inni magnaci, którzy do dnia dzisiejszego nie mają obaw, że podzielą los Chodorkowskiego. Mogą być pewni swej bezkarności z jednego, prostego powodu – działają tak, jak oczekują tego władze. Chodorkowski chciał wybić się na samodzielność obok robienia wielomilionowych interesów, miał również ambicje polityczne. Chciał współtworzyć w Rosji społeczeństwo obywatelskie,  wspierał organizacje opozycyjne. Nie do zaakceptowania były jego ambicje prezydenckie – rzucił wyzwanie samemu Putinowi.

Pobyt w więzieniu nie zniechęcił go do udziału w życiu politycznym, wprost przeciwnie, niewykluczone, że Chodorkowski przygotowuje się do wielkiego dnia, a jego zwolennicy przygotowują mu pod to grunt. W 2005, gdy przebywał jeszcze w areszcie śledczym, zapowiedział, że wystartuje w wyborach uzupełniających do Dumy Państwowej. Tymczasem Chodorkowski ostrzega przed niebezpieczeństwami, jakie wiązać się mogą z ponownym objęciem prezydentury przez Władimira Putina. „Jeśli Putin wystartuje w wyborach, będzie to oznaczać, że pokojowe przekazanie władzy zawiodło” – napisał w komentarzu dla tygodnika Kommiersant-Włast. W jego przekonaniu objęcie stanowiska przez Putina czy Miedwiediewa pogrzebałoby podjęte próby demokratyzacji Rosji. Aby odizolować go od świata i informacji, władze umieściły byłego szefa Jukosu na Syberii - w kopalni uranu w Kraju Chabarowskim. Mimo to Chodorkowski od czasu do czasu udziela wywiadów, a w 2011 roku ukazała się książka, będąca zapisem korespondencji z rosyjskimi intelektualistami. Prawdopodobnie na tajnych kontach czeka na Chodorkowskiego ogromna suma pieniędzy, którą ma wykorzystać w walce z Putinem, gdy ostatecznie przekroczy więzienną bramę. Kiedyś to musi nastąpić, tym bardziej, że na samym Kremlu są ludzie, którym jego długoletnie więzienie i nieprzejrzyste procesy sądowe nie są na rękę. Ci ludzie to skupieni wokół prezydenta Miedwiediewa umiarkowani liberałowie, którzy mają świadomość, że Rosja bardzo traci wizerunkowo na całej sprawie. Dmitrij Miedwiediew niejednokrotnie podkreślał potrzebę modernizacji rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości i walki z zamawianymi wyrokami, skrytykował ferowanie przez Putina wyrokami jeszcze przed ich zapadnięciem. Owi liberałowie wiedzą, że Federacja nie jest przez zagranicznych inwestorów traktowana jako wiarygodny partner – a obecnie Rosja potrzebuje zacieśniać współpracę międzynarodową dużo bardziej, niż w 2003, gdy Chodorkowskiego umieszczono w areszcie. O ile bowiem kilka lat temu mogła grać na własnych, nie zawsze jasnych zasadach, teraz  potrzebuje zagranicznych inwestycji, a kto odważy się inwestować duże pieniądze w kraju, którego wymiar sprawiedliwości jest politycznie sterowany?

W połowie marca 2011 grupa ludzi nauki, kultury oraz mediów z Rosji zaapelowała do Amnesty International  o uznanie Chodorkowskiego i Lebiediewa za więźniów sumienia. Organizacja odmówiła, argumentując, że jakkolwiek dostrzega w wyroku skazującym motywy polityczne, to jednak sprawa jest zbyt trudna ze względu na przestępstwa gospodarcze, które legły u podstaw wyroku. AI już po raz drugi odmówiła Chodorkowskiemu statusu więźnia politycznego. W 2005 odrzuciła wniosek, nie znajdując dowodów na polityczne prześladowanie magnata. Odmiennego zdania są jego zwolennicy, którzy w absurdalnych oskarżeniach i braku ścigania innych oligarchów, którym podobne zarzuty można postawić, doszukują się zemsty Putina. Tak czy inaczej, do pewnego stopnia racje Chodorkowskiego uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, zobowiązując w maju 2011 Rosję do zapłaty na jego rzecz 10 tys. EUR za szkody moralne i 14,5 tys. kosztów sądowych. Trybunał uznał, że w związku z procesem i umieszczeniem w więzieniu, wobec Chodorkowskiego dopuszczono się naruszeń europejskiej konwencji praw człowieka np. w związku z "nieludzkim i uwłaczającym godności człowieka warunkom przetrzymywania go w areszcie śledczym, a także w sali sądowej podczas przesłuchań".

Nieprawidłowości widzą także obserwatorzy polityczni w innych krajach. Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji i amerykańska szefowa dyplomacji Hilary Clinton, wyraziły nadzieję, że Rosja dotrzyma swych zobowiązań w obszarze poszanowania praw człowieka.

Sprawa Chodorkowskiego stała się papierkiem lakmusowym dla polityki Putina i Miedwiediewa. Egzamin częściowo oblali, ale koło wciąż się kręci. Wcześniej czy później Chodorkowski wyjdzie z więzienia i prawdopodobnie będzie chciał zemścić się na politykach, którzy przerwali jego doskonale rozwijającą się karierę. Dzięki temu, że magnat nie pozwala o sobie zapomnieć, jego legenda się umacnia, a ranga symbolu walki z kremlowską korupcja może mu bardzo pomóc, gdy zdecyduje się wystartować w wyborach.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.