Jesteś tutaj

Data dodania

czw., 29/12/2011 - 10:07

Włochy są kolejnym krajem Europy, któremu w oczy bardzo poważnie zajrzał kryzys. Problemy wydają się piętrzyć jak sterty śmieci, które zalegały na ulicach Neapolu, a ich usunięcie wydaje się równie trudne. Różnica polega na tym, że teraz już Włosi muszą radzić sobie bez swojego wieloletniego przywódcy Silvio Berlusconiego, który musiał oddać władzę. Czy nowy rząd na czele z Mario Montim sobie z tym poradzi? Z pewnością coś będzie musiał zrobić, bo tego już nie uda się zamieść pod dywan.

Odejście Silvio Berlusconiego z urzędu premiera Włoch było jednym z najważniejszych wydarzeń na politycznej arenie całej Europy. Ten niezwykle barwny polityk, słynący z niewybrednych żartów a także skandali i afer, przez długi okres piastował to zaszczytne stanowisko, niezmiennie ciesząc się poparciem większości włoskiego społeczeństwa. Jednakże słaba sytuacja ekonomiczna kraju sprawiła, że Berlusconi w zamian za przegłosowanie pakietu reform odszedł ze stanowiska, przekazują władzę Mario Montiemu. W ten sposób skończyła się pewna era we włoskiej polityce, ponieważ dla wielu mieszkańców Italii były premier pozostaje wzorem prawdziwego Włocha, któremu zazdroszczą mężczyźni i którego kochają kobiety.

Dymisję Berlusconiego poprzedzały manifestacje przed Kancelarią Premiera w Palazzo Chigi oraz negocjacje nad ustawą stabilizacyjną, które trwały w parlamencie. Owa ustawa ma wyciągnąć Włochy z kryzysu ekonomicznego, który od dłuższego czasu nęka ten kraj. Plany nowego rządu zakładają nawet 30 mld EUR oszczędności rocznie, co jednak nie jest pewne, bo wiele grup zawodowych we Włoszech, wzorem Greków planuje strajki sprzeciwiające się oszczędnościom i zmniejszeniu pensji. Trzeba też pamiętać o tym, że jeżeli włoski rząd nie znajdzie sposobu na redukcję kosztów związanych z samą obsługą zadłużenia, to co roku na ten cel będzie musiał przeznaczyć prawie 119 mld EUR co jest kwotą niebagatelną i nie wróżącą najlepiej na przyszłość. Co prawda obligacje emitowane przez rząd w Rzymie szybko znalazły swoich nabywców, jednak ich rentowność wynosi ponad 6 proc., co stanowi prawdziwy ewenement w skali europejskiej. Dla porównania podobne obligacje emitowane przez rząd niemiecki mają rentowność na poziomie 1 proc. Widać tutaj wyraźnie jak wysoką cenę każą sobie płacić inwestorzy za ryzyko związane z kupnem włoskich obligacji. Prowadzi to właśnie to bardzo wysokich kosztów obsługi kolosalnego zadłużenia jakie ma Italia.

Ekonomiści obliczyli, że jeśli tak dalej pójdzie to całkowita likwidacja długu zajmie Włochom 126 lat, czyli aż pięć pokoleń będzie musiało płacić za błędy popełnione w ostatnich latach. Mario Monti obiecuje jednak, że już od 2013 roku włoskie finanse zostaną przywrócone do normalnego stanu i obsługa zadłużenia przestanie być tak kosztowna, a przyszłe pokolenia nie będą aż tak bardzo obciążone długami. Jak zamierza tego dokonać? Przede wszystkim zamierza on wprowadzić spore oszczędności, między innymi w zarobkach polityków a także w kosztach utrzymania całego włoskiego rządu. Planuje też walkę z oszustwami podatkowymi a także z korupcją. Najpoważniejsze zmiany dotyczyć będą jednak zmian w świadczeniach emerytalnych, nie obejdzie się także bez podwyżki niektórych podatków, między innymi podatku katastralnego. Monti chciałby także pobudzić wzrost gospodarczy Włoch, który obecnie wynosi mniej niż 1 proc. Nowy premier proponuje mieszkańcom Italii masę wyrzeczeń i politykę zaciskania pasa, widząc w tym jedyną nadzieję na uratowanie włoskiej gospodarki.

Rodzi się pytanie czy Włosi zaakceptują propozycję Montiego. Po latach rządów Berlusconiego, który słynął raczej ze składania wielu obietnic niż z zaciskania pasa, ciężko będzie im przestawić się na zupełnie odmienną wizję państwa. Już wielu przedstawicieli włoskich grup zawodowych wychodzi na ulicę, a przecież rząd Montiego jeszcze nie wprowadził w życie żadnej ze swoich reform. Być może jednak Włosi dadzą swojemu nowemu przedstawicielowi kredyt zaufania i pozwolą mu zrealizować swoją wizję. Nie mają zbyt wielkiego wyboru, bo przez lata żyli zdecydowanie na kredyt i dlatego teraz znajdują się w niezwykle trudnej sytuacji. Sama osoba nowego premiera może dawać im pewną nadzieję, bo jak wiadomo jest on szanowanym w świecie ekonomistą i fachowcem, który nie będzie rezygnował z reform ze strachu przed utratą politycznego kapitału. Być może nie jest on tak znakomitym PR-owcem jak jego poprzednik, jednak w czasach kryzysu ekonomicznego Italii zdecydowanie bardziej potrzebna jest chłodna, racjonalna kalkulacja niż złotousty salonowy lew.

Jednym z największych problemów z jakimi przyjdzie powalczyć Montiemu jest coraz mniejsza konkurencyjność włoskich firm na światowych rynkach. Jest to związane przede wszystkim z bardzo dużym kosztem utrzymania pracownika przez włoskie przedsiębiorstwo. Przykładowo w porównaniu z Polską kosz ten jest czterokrotnie wyższy, co zaowocowało swego rodzaju szantażem zastosowanym przez włoskich producentów sprzętu AGD, którzy zagrozili, że jeżeli sytuacja ta nie ulegnie zmianie to przeniosą swoje zakłady produkcyjne nad Wisłę. Dane ekonomiczne mówią   o spadku produkcji sprzętu AGD nawet o 50 proc, np. lodówek z 8 do 4 mln. Decyzja ta miałaby dla gospodarki Italii brzemienne skutki, ponieważ jest to jeden z kluczowych sektorów, zatrudniający 130 tys. osób. Z pewnością rząd Mario Montiego będzie musiał zająć się tym problemem w pierwszej kolejności, bo to właśnie produkcja sprzętu AGD była jednym z ogniw rozwoju włoskiej gospodarki.

Przy rozpatrywaniu kryzysu gospodarczego w Italii należy też zwrócić uwagę na fakt, iż jej upadek czy też znaczące pogorszenie miałoby wpływ na wiele krajów Unii Europejskiej. Przykładem tego może być Francja, z racji zainwestowania sporych pieniędzy we włoskie przedsiębiorstwa przez firmy znad Sekwany. Na początku 2011 roku bardzo głośno było o przejęciach wielu włoskich firm przez Francuzów, którzy lokowali tam wiele pieniędzy. Mowa tutaj o przejmowaniu akcji tak wielkich koncernów jak Parmalat czy też znanego producenta biżuterii Bulgari, a więc o kluczowych graczach włoskiego rynku. Teraz kiepska sytuacja ekonomiczna Włoch sprawia, że cierpią na tym też francuskie koncerny lokujące swoje pieniądze w tym kraju. Nie można nie doceniać tej sieci powiązań między dwoma tak dużymi i tak ważnymi dla Unii Europejskiej państwami.

Z racji tego, że Włosi byli jednymi z pierwszych narodów, pragnących europejskiej integracji, ich upadek mógłby bardzo źle wpłynąć na całą Unię Europejską a nawet doprowadzić do jej upadku. Do takiego czarnego scenariusza stara się nie dopuścić nie tylko rząd Mario Montiego ale także decydenci w Brukseli, którzy starają się pomóc Włochom w odzyskaniu równowagi finansowej. Ich rozległe powiązania gospodarcze z innymi krajami, są bardzo znaczące, daleko bardziej niż np. Grecji, którą Europa także stara się ratować. Należy więc kibicować Montiemu i jego współpracownikom, którzy starają się walczyć o poprawę sytuacji ekonomicznej Włochów. Pozostaje też mieć nadzieję, że zwykli obywatele tego państwa zaakceptują plan ratowania gospodarki poprzez cięcia w wydatkach i wzrost podatków. Jeżeli tak się stanie, to szansę Italii a także całej Unii znacząco rosną. Jeżeli jednak nie, to może oznaczać spore tąpnięcie w całej Europie.

 

 

Zdjęcie: Presidenza della Repubblica [Attribution], undefined

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.