Jesteś tutaj

Data dodania

wt., 25/11/2014 - 09:36
Raja Shehadeh
Dziennik czasu okupacji
Przeł. Anna Sak
 
Raja Shehadeh prowadził swe zapiski od grudnia 2009 do grudnia 2011 roku. W tym czasie na Bliskim Wschodzie sporo się działo: izraelskie wojsko zaatakowało turecką Flotyllę Wolności, zabijając dziewięć osób i raniąc dziesiątki innych, Arabska Wiosna obudziła nadzieję na demokratyczne przemiany w regionie, a Palestyna złożyła wniosek o uzyskanie statusu nieczłonkowskiego państwa-obserwatora w ONZ. Jednocześnie codzienne życie Palestyńczyków w żadnym stopniu nie uległo zmianie; nadal są traktowani jak obywatele drugiej kategorii, poddawani represjom, upokarzającym kontrolom, ograbiani z ziemi, pozbawiani swych praw. Raja Shehadeh, mieszkający w okupowanym przez Izrael Ramallah, w przejmujący sposób opisuje rzeczywistość w jej wymiarze publicznym i prywatnym, pokazując, jak polityka wpływa na codzienne życie Palestyńczyków.  Jego pisarstwo jest świadectwem nieustępliwej, choć podszytej goryczą walki o sprawiedliwość, w której autor nie unika także krytyki pod adresem swoich rodaków. Lektura książki Shehadeha to rzadka okazja, by na świat i Bliski Wschód spojrzeć z innej, nieobecnej w polskich mediach perspektywy.
 
Tam wszystko jest polityczne. Drzewa oliwne, które uparcie trwają tam, gdzie nie wolno. Dziurawa droga, woda... Pejzaż zeszpecony murem. Tę książkę przepełnia sprawiedliwy gniew z powodu tysiąca niegodziwości, jakie okupanci wyrządzają Palestyńczykom. A mimo to Raja Shehadeh ma nadzieję, że „pewnego dnia Żydzi i Arabowie wyruszą razem w świat jako wysłannicy pokoju, kultury i odnowy“.
Artur Domosławski
 
 
Cześć Shehadeha dla ziemi i historii Palestyny na nowo czyni ją świętą.
"Economist"
 
Głos Shehadeha - gniewny, lecz opanowany, zaangażowany, lecz wolny - to prawdziwa rzadkość.
Michael Ignatieff
 
Raja Shehadeh (ur. 1951 r.) jest palestyńskim pisarzem, prawnikiem, obrońcą praw człowieka. Opublikował kilka książek, m.in. „Palestyńskie wędrówki” i „Obcy w domu”. W 2008 roku otrzymał Nagrodę Orwella, w 2012 roku był finalistą Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
 
*
[fragmenty książki:]
Szliśmy wzdłuż muru pokrytego graffiti (…). Przy jednym z zakoli muru spotkaliśmy kobietę o zaczesanych do tyłu, ciasno związanych włosach i pełnym determinacji, inteligentnym spojrzeniu. Szła do miasta, z konieczności nadkładając drogi. Zapytałem ją, co jest za murem, próbując zgadnąć, że może Grób Racheli. 
- Nie, to nie tutaj. W tym miejscu jest parking. 
A więc zrobili tutaj zakręt, żeby stworzyć pobożnym Żydom miejsce do parkowania. 
- Tam dalej jest nasz dom – powiedziała kobieta po chwili. Mieścił się on w zatoczce otoczonej murem z trzech stron. – Mieliśmy przy drodze cztery sklepy, teraz wszystkie są zamknięte. 
- Nie myślała pani, żeby dochodzić swoich praw w sądzie? – zapytałem. 
- Próbowaliśmy, ale oni nawet nie chcieli nas słuchać. Wzięliśmy prawnika, ale nic z tego nie wyszło. Nikt się nami nie przejmuje. Straciliśmy interes, dzieci nie rozwijają się normalnie. Proszę sobie wyobrazić, jak to jest: budzić się i codziennie rano widzieć przed sobą mur. Straciły szczęśliwe dzieciństwo. To zahamowało ich rozwój. Ale co to kogo obchodzi? Nikt o nas nie myśli. Tak już jest. Zrujnowano nam życie. 
Podeszliśmy do jej domu. Na drzwiach wejściowych wisiał bożonarodzeniowy wieniec oraz napis „Wesołych Świąt!” – trafiające w próżnię życzenia, których nie czytał ani nie widział żaden przechodzień. Ich dom od zawsze stał przy ruchliwej głównej ulicy, a turyści zatrzymywali się i kupowali pamiątki w sklepikach pod ich mieszkaniem. Teraz, podobnie jak reszta miasta, ulica została skazana na niebyt, odizolowana, ukarana, schowana głęboko w czymś w rodzaju zagrody otoczonej z trzech stron olbrzymim betonowym murem, osamotniona i wyludniona. Zastanawiałem się, kto odpowiada za planowany przebieg muru. Wybudowanie tych wszystkich zakrętów musiało kosztować nieporównywalnie więcej niż przeprowadzenie muru w linii prostej. Z pewnością producenci betonu, importerzy stali, firmy budowlane rywalizujące o dochodowe kontrakty oraz ci skorzy do położenia ręki na palestyńskiej ziemi zagarniętej na stronę izraelską, musieli pociągnąć za odpowiednie sznurki. Nic dziwnego, że Izraelczykom nie wolno przechodzić na naszą stronę muru. Jakże byłoby im wstyd, gdyby widzieli, co się wyprawia z ich sąsiadami w ich imieniu.
 
*
1 GRUDNIA
 
Z dokumentów ujawnionych niedawno przez WikiLeaks wynika, że Izrael chciał przejęcia władzy w Gazie przez Hamas, by móc toczyć wojnę ze Strefą Gazy jako wrogim państwem. Dokładnie tak się stało. 
Grupa odważnych i uczciwych byłych izraelskich żołnierzy utworzyła organizację o nazwie „Przełamać Milczenie”. Publikuje ona świadectwa, w których jej członkowie ujawniają, do czego byli zmuszani w trakcie służby wojskowej. W jednej z takich relacji żołnierz opisuje, jak zmusił elegancko ubranego mężczyznę do opuszczenia samochodu w  deszczu, by go w ten sposób upokorzyć, i jak wielki ubaw mieli z tego jego koledzy żołnierze, gdyż do tamtej pory zachowywał się wobec Palestyńczyków życzliwie. Było to niczym obrzęd inicjacyjny, którego tamten żołnierz zdawał się później żałować. Może to ja byłem tym Palestyńczykiem. 
 
*
Izrael uporczywie odmawia zatrzymania ekspansji swoich osiedli. Jak to możliwe, że czekamy na wiadomość, czy izraelski rząd zaakceptuje wstrzymanie na kolejne dwa miesiące budowy osiedli, gdy „wstrzymanie” nie oznacza tego, co zwykliśmy rozumieć pod tym pojęciem? Jak to możliwe, że dziś, sto lat po Deklaracji Balfoura, kiedy zostało nam raptem 27 procent pierwotnego obszaru Palestyny, musimy żebrać o to, żeby Izrael zaprzestał gwałcenia prawa międzynarodowego przez budowę kolejnych osiedli na naszej ziemi, w czasie gdy próbujemy wynegocjować zakończenie konfliktu? 
 

Tagi:

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.