Jesteś tutaj

Data dodania

sob., 14/03/2009 - 12:00

Porwania dla okupu to jeden z wielu sposobów działania terrorystów na całym świecie w celu zdobycia środków na finansowanie swojej działalności lub wymuszenia ustępstw politycznych. W ostatniej dekadzie kraje islamskie przodują w niechlubnych statystykach porwań obcokrajowców. Do najniebezpieczniejszych zakątków świata, gdzie cudzoziemcy są szczególnie narażeni na ataki terroru, należy pogranicze afgańsko-pakistańskie. Gdy na początku lutego 2009 r. polski obywatel zginął z rąk talibańskich porywaczy, podniosła się żywa dyskusja na temat bezpieczeństwa polskich obywateli poza granicami RP oraz prawnych metod dochodzenia sprawiedliwości. Obecna rzeczywistość prawno-międzynarodowa oferuje bardzo ograniczone możliwości działania w takich przypadkach. Władze Polski w świetle obowiązującej Ustawy Zasadniczej są zobligowane do ochrony polskich obywateli (art. 38), oraz do opieki nad nimi, nawet gdy Ci znajdują się poza jej granicami (art.36). Ogólne zapisy konstytucji nie precyzują jednak jak daleko powinna sięgać ta ochrona, czy opieka. Szczególnie w obliczu nowych globalnych zagrożeń nabierają one zupełnie innego znaczenia. Warto podkreślić, że w sytuacji, gdy polski obywatel znajduje się na poza terytorium swojej ojczyzny, w pewnej mierze (regulowanej przez lokalne prawo) odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo spoczywa na państwie goszczącym. Nie zmienia to jednak faktu, że żadne zapisy prawa międzynarodowego czy ustawodawstwa krajowego nie określają, co taka odpowiedzialność oznacza w praktyce. Nie istnieją obecnie przepisy, które mówią wprost o konieczności podjęcia negocjacji z porywaczami, płacenia okupu, czy spełniania innych żądań, gdy zagrożone jest życie jednostki. Z ogólnych zapisów konstytucji czy konwencji międzynarodowych można jedynie wnioskować, że żadna cena nie jest za wysoka za ludzkie życie, ale czy w obliczu rosnącego zagrożenia terrorystycznego nie sprowadza to na nasze władze zbyt wielkiej odpowiedzialności. Zdecydowana większość krajów deklaruje swoją niechęć do negocjacji z terrorystami często do momentu, kiedy w grę wchodzi życie ich obywateli. W takiej sytuacji liberalne demokracje stają przed tzw. demokratycznym dylematem. Według twórcy tego określenia, Mayer Nudella, amerykańskiego eksperta ds. terroryzmu, kraje te muszą rozstrzygnąć, czy warto trwać przy twardym kursie wobec porywaczy za cenę ludzkiego życia. Praktyka dowodzi, że nawet najbardziej zdeterminowani przeciwnicy układania się z terrorystami, uginają się pod ich żądaniami,  gdy stawka jest tak wysoka. Społeczność międzynarodowa już w latach 70-tych ubiegłego stulecia uznała branie zakładników za nasilający się proceder, który wymaga odrębnych zapisów prawnych. Wówczas ofiarą porywaczy padali głównie dyplomaci, współcześnie trend ten uległ zmianie i coraz częściej kidnaping międzynarodowy uderza w cywili. Bez względu na zmieniające się trendy Międzynarodowa Konwencja z dn. 18 grudnia 1979 r. przeciwko braniu zakładników wyraźnie wskazuje w art.1 ust.1, że  każda osoba, która zatrzymuje lub przetrzymuje i grozi zabiciem, zranieniem albo dalszym przetrzymywaniem innej osoby (zwanej dalej „zakładnikiem”) w celu wymuszenia od strony trzeciej, to jest od państwa, międzynarodowej organizacji międzyrządowej, osoby fizycznej lub prawnej albo grupy osób, działania lub powstrzymania się od jakiegokolwiek działania jako wyraźnego lub dorozumianego warunku zwolnienia zakładnika, popełnia przestępstwo brania zakładników”. Wspomniany dokument, pod którym podpisało się 87 państw, w tym Polska, jest najbardziej powszechnym zapisem regulującym tę kwestię i świadczy o szerokim zaangażowaniu społeczności międzynarodowej we współpracę w tej płaszczyźnie. W przypadku naszego obywatela porwanego w Pakistanie nie miał on jednak zastosowania, ponieważ kraj ten nie jest stroną przytoczonej konwencji. Poza tym tego rodzaju dokumenty wyróżnia ogólny charakter zawartych w nich deklaracji, które tym bardziej nie mają racji bytu, gdy sprawa dotyczy struktur terrorystycznych nie respektujących demokratycznych zasad. Na sytuację uprowadzonego w lutym 2009 Polaka i tragiczny finał tego porwania miała wpływ nie tylko niemoc prawa międzynarodowego, ale także wiele innych czynników. Przede wszystkim adresatem żądań porywaczy nie był nasz kraj, co znacznie utrudniało ewentualne negocjacje. Kluczowe znaczenia miał również polityczny charakter postulatów terrorystów. Decyzję o zaprzestaniu akcji na pograniczu afgańsko-pakistańskim oraz wypuszczeniu z więzień kilkuset terrorystów , czego się domagali, mogły podjąć jedynie pakistańskie władze. W takiej sytuacji Polsce nie pozostawało nic innego, jak ograniczyć się do nacisków politycznych na Pakistan, aby ten reprezentował interesy naszego kraju. Należało jednak liczyć się z tym, że Islamabad spełni wspomnianych postulatów, zwłaszcza, że nowe władze są przeciwne podobnym kompromisom, są zdania, że takie zachowanie jedynie nasila falę uprowadzeń. Na niepowodzeniu polskich wysiłków dyplomatycznych mógł zaważyć również fakt, iż Polska nie należy do państw o kluczowym znaczeniu dla Pakistanu. Stosunki na linii Islamabad – Warszawa są poprawne, ale ograniczają się do niewielkiej współpracy gospodarczej i kulturalnej. Problem porwań w Pakistanie przybiera niespotykanie dużą skalę. Polak nie był jedynym obcokrajowcem, którego uwolnieniem w tym czasie zajmował się rząd w Islamabadzie i z pewnością w hierarchii ważności ustępował zakładnikom z USA, Chin, czy Afganistanu, obywatelom krajów o strategicznym znaczeniu dla Pakistanu. W ciągu tych kilku miesięcy, kiedy ważyły się losy Polaka, brano również pod uwagę jedną z najbardziej ryzykownych metod uwalniania zakładników z rąk porywaczy –bezpośrednią interwencję jednostek specjalnych. Polskie władze odrzuciły jednak taką ewentualność, ponieważ ryzyko z nią związane oceniono na zbyt wysokie. Poza tym, aby taki plan mógł zostać wcielony w życie konieczna jest zgoda kraju, na którego terytorium interwencja miałaby zostać przeprowadzona. Działanie bez takiej zgody byłoby pogwałceniem suwerenności tego państwa w zakresie wyłączności działań wojskowych w obrębie własnych granic i naraziłoby nasz kraj na polityczny skandal. Polskie władze, aby zatrzymać falę krytyki kierowanej pod ich adresem, zobowiązały się publicznie do schwytania i ukarania zabójców Polaka. Jedną z przyczyn klęski negocjacji z porywaczami było m.in. mało efektywne działanie polskich służb specjalnych oraz brak współpracy z Pakistańskim wywiadem. W Polsce pociągnęło to za sobą krytyczną ocenę stanu polskiego wywiadu, szczególnie po opublikowanym rapocie Macierewiczach, dekonspirujących siatkę powiązań agentów w wielu częściach świata. Oficjalne działanie Polskiego Rządu, polegające m.in. na wystawieniu listów gończych to mozolna procedura, z którą należy czekać do chwili odzyskania ciała Polaka. Samo odzyskanie ciała stało się także elementem targów z Talibami, co dodatkowo kompikuje sytuację. W wielu kwestiach prawnych Polska musi polegać na swoich pakistańskich partnerach i oficjalnych kontaktach, a różnice w systemach prawnych obu państw mogą działać na korzyść sprawców. W przypadku złapania winnych bardzo prawdopodobne jest, że Pakistan nie zgodzi się na wydanie własnych obywateli, a nasze władze z powodu braku umowy ekstradycyjnej  nie będą w stanie nic w tej sprawie zrobić. Sama ekstradycja jest wysoce sformalizowaną procedurą, a liczne „przeszkody ekstradycyjne” (np. obywatelstwo ściganego czy polityczny charakter przestępstwa), na które napotykają państwa nawet w przypadku istnienia odpowiednich umów, stanowi argument za mniej konwencjonalnymi metodami mającymi na celu wyeliminowani sprawców porwań. Coraz częściej słychać głosy, że Polsce zależy na pomszczeniu śmierci geologa nawet jeśli musiałaby działać według zasady, iż cel uświęca środki. Minister Spraw Zagranicznych RP Radosław Sikorski w sposób zdecydowany zareagował na kwestię odnalezienia sprawców zabójstwa, oferując nagrodę za wskazanie ich miejsca pobytu. Jednak większość komentatorów jest zdania, że tylko przyjęcie tamtejszych reguł gry może powstrzymać eskalację przemocy wobec polskich obywateli. Schwytanie i osądzenie terrorystów winnych śmierci naszego rodaka nie jest niemożliwe, ale przy zastosowaniu jedynie rutynowych działań wydaje się mało prawdopodobne. W przypadku kidnapingu międzynarodowego ustawodawstwo krajowe wydaje się być bezużyteczne, a prawo międzynarodowe nieprzystosowane do nowych warunków geopolitycznych. Choć eksperymentowanie na tym polu może okazać się ryzykowne nie pozostaje nic innego jak zaufać intuicji rządzących i bazować na doświadczeniu innych państw. Należy wyciągnąć z tej gorzkiej lekcji, jak najwięcej wniosków, aby w przyszłości odpowiednio reagowac na sytuacje kryzysowe.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.