Jesteś tutaj

Data dodania

śr., 15/06/2011 - 10:26

 

Hiszpania jest jedynym krajem G-20, który nie zaczął jeszcze podnosić się z kryzysu. Recesja spowodowała załamanie na  rynku nieruchomości. Największym skutkiem kryzysu jest ogromny wzrost bezrobocia. Poziom całkowitego bezrobocia w Hiszpanii to 21,3 proc., co stanowi najwyższy odsetek spośród wszystkich rozwiniętych państw świata. W 2009 roku stopa bezrobocia wynosiła 18,83 proc., co w porównaniu z wynikiem 13,91 proc. z roku 2008 oznacza wyjątkowo niekorzystną tendencję. Także obcokrajowcy pracujący w Hiszpanii zmagają się ze skutkami spowolnienia gospodarki – prawie co trzeci wśród nich pozostaje bez zatrudnienia. W ciągu roku w Hiszpanii przybyło ok. 795 tys. bezrobotnych. Nic więc dziwnego, iż brak perspektyw zmusił młodych ludzi do rozpoczęcia protestów, gdyż to właśnie oni są najbardziej dotknięci reformami. Poziom bezrobocia grupie osób do 25 roku życia to aż 45 proc.

Pierwsze od czasu kryzysu demonstracje przeciw władzom i polityce klasy rządzącej odbyły się w 2010 roku. Domagano się zaprzestania przerzucania kosztów kryzysu na pracujących. Ostatnie demonstracje miały swój początek 15 maja. Protesty zorganizowały 2 główne związki zawodowe: Socjaldemokratyczne Powszechne Zrzeszenie Pracowników Hiszpanii (UGT) i lewicowa Konfederacja Komisji Robotniczych (CC.OO). Protest dotyczył zapowiedzianej przez rząd reformy rynku pracy, dającej przedsiębiorcom możliwość redukowania odpraw, zmian czasu pracy. Reforma ułatwiać będzie także zwalnianie pracowników z powodu kryzysu. Protestujący krytykują działania rządu w walce ze skutkami recesji. Przywódcy związków Candido Mendez (UGT), Fernandez Toxo (CC.OO) deklarują jednak chęć dialogu z rządem.

Protestujący są przeciwni nie tylko głównym partiom rządzącym, ale również krytykują całą władzę i system polityczny w Hiszpanii. Głównymi hasłami demonstracji były „Nie głosuj na nich”, „Ulice są nasze”, „Hiszpania widzi jak się walczy”. To ostatnie odnosi się do przykładu Islandii, gdzie społeczeństwo nie zgadza się na uznanie długów zaciągniętych przez bankierów. Demonstrujący określają siebie mianem "Indignados" (Oburzeni). Ruch „Oburzonych”, czy też M-15 (od daty rozpoczęcia fali demonstracji) protestuje na madryckim Puerta del Sol. Protesty zgromadziły ok. 30 tys. osób w największych miastach Hiszpanii – Barcelonie, Sewilli, Walencji. Informacje o kolejnych protestach rozprzestrzeniały się za pomocą Internetu, wkrótce do protestujących dołączyli następni. Demonstranci dzielą się na grupy - komisje, w obrębie których odbywają się dyskusje na temat stanu gospodarki i sposobach na zmniejszenie skutków kryzysu. Protesty odbywają się w pokojowej atmosferze, do starć z policją doszło jedynie w Barcelonie, gdzie rannych zostało 40 osób. Zorganizowano miejsca gdzie wydawano darmowe posiłki, odbywały się nawet występy artystyczne.

Opinia publiczna zarzuca premierowi brak skutecznych działań przeciwko postępującej recesji. Reformy Zapatero dotyczyły głównie sfery obyczajowej i religijnej. Zyskał sympatię emerytów podwyższając wysokość świadczeń emerytalnych, wprowadził m.in. program przeciwdziałający przemocy w rodzinie, czy też zapewniający równość płci. Od 2009 roku rząd Hiszpanii podejmuje próby stymulacji gospodarki poprzez tworzenie projektów strukturalnych, mając nadzieję na polepszenie koniunktury i nadejście „nowych, lepszych czasów” jak przekonywał Zapatero. Niestety, optymistyczne prognozy nie sprawdziły się. Kryzys sprawił, że długi Hiszpanii rosną w dramatycznym tempie. Ministerstwo Finansów ocenia całościowe zadłużenie państwa na 55,2 proc. PKB. Według danych Eurostat wynosi ono prawie 560 mld euro.Wartości PKB w okresie kryzysu są najgorsze od 1970 roku, obserwuje się coroczny spadek - w I kwartale 2009 r. o 2,9 proc., po spadku w IV kw. 2008 o 0,7 proc. – jak informuje Narodowy Instytut Statystyczny w Madrycie. Mimo wydatków na walkę z kryzysem dług publiczny zwiększa się, maleją także wpływy z podatków. Wysokość deficytu budżetowego w 2010 roku to 11,1 proc. PKB. Należy jednak podkreślić, iż spadek wskaźników jest także efektem polityki oszczędności.

Rząd Zapatero chciał poprawić sytuację poprzez niższe podatki dla pracodawców stosujących stałe umowy o pracę, sytuacja nie uległa jednak poprawie. Bezrobocie uległo znacznemu zwiększeniu, podobnie jak dług wewnętrzny. Wobec tak ogromnych skutków kryzysu rząd Hiszpanii chce podnieść wiek emerytalny z 65 do 67 lat w 2013 roku, pracownikom sektora budżetowego obniżono o 5 proc. wynagrodzenia, zlikwidowano ulgi socjalne, zawieszono także rewaloryzację emerytur. Przedstawiciele rządu zgodzili się na obniżenie swoich wynagrodzeń o 15 proc. Hiszpanie są jednak zdania, że kryzys to wina  bankierów, finansistów, a  społeczeństwo nie powinno płacić za ich chciwość.

W majowych wyborach regionalnych Hiszpanie zagłosowali przeciwko lewicy, co Zapatero uznał za efekt kryzysu. Zwycięska Partia Ludowa zdobywając 37,59 proc. głosów  objęła władzę w 12 regionach autonomicznych, Barcelonie, Kordobie, Sewilli. Socjaliści zdobyli 27,82 proc. głosów poparcia, przegrywając nawet w regionach, na których od lat sprawowali władzę. Przedstawiciele Partii Ludowej zgłosili już wniosek o wotum nieufności dla premiera, domagają się także przeprowadzenia wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Socjaliści mają wciąż jednak nadzieję na poprawę koniunktury. Premier Jose Luis Zapatero przyznał, iż rząd poczuwa się do odpowiedzialności za sytuację w kraju, ale nie zostanie rozwiązany do końca kadencji (marzec 2012), aby przeprowadzić do końca rozpoczęte reformy. Co ciekawe – aż 2,5 proc. głosujących oddało głosy nieważne, co mogło być związane z hasłami głoszonymi przez protestujących, którzy nawoływali do błędnego wypełniania kart do głosowania.

Trwający 3 lata kryzys obnażył najpierw brak działania rządu, a następnie brak umiejętności przeprowadzenia skutecznych reform przeciwdziałających skutkom recesji. Powrotu na ścieżkę wzrostu gospodarczego można spodziewać się dopiero pod koniec 2011 roku. Zgodnie z rządowymi prognozami PKB Hiszpanii ma wzrosnąć w 2011 o 1,8 proc., o 2,9 proc. w 2012 i o 3,1 proc. w 2013 roku. Mniej optymistyczne prognozy przedstawiła Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. MFW przewiduje, że wzrost hiszpańskiego PKB w 2011 roku wyniesie tylko 0,9 proc. Warto przypomnieć, iż ostatni pakiet oszczędnościowy został wprowadzony dopiero pod naciskiem Unii Europejskiej, a sam Zapatero w początkowej fazie recesji zaprzeczał jej istnieniu. Wynik wyborów stanowi więc bardziej karę dla socjalistów niż poparcie dla prawicy, tym bardziej, iż reformy Zapatero dotyczące kwestii społecznych są popierane przez większość Hiszpanów. Nastał jednak czas na wykazanie się przez prawicową Partię Ludową. Jej przywódca Mariano Rajoy mimo niezbyt udanych wystąpień w debatach przedwyborczych jest przez wielu uważany za przyszłego szefa rządu. Partia Ludowa chce przede wszystkim uniknąć wzrostu bezrobocia poprzez przyciągnięcie inwestorów oraz zwiększenie popytu wewnętrznego.  Pod czujnym okiem Brukseli, która nie chce dopuścić do powtórzenia scenariuszy z Grecji i Portugalii deficyt budżetowy powinien zostać zmniejszony do
6 proc., docelowo do 3 proc. w roku 2013. Przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi prawica musi więc wykorzystać zdobytą władzę na poprawienie sytuacji kraju. Niecierpliwie czeka na to ponad 4 mln bezrobotnych Hiszpanów oraz ich rodziny.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.