Autor:
Data dodania
Historie o morskich piratach uważane są za barwne opowieści z pogranicza fantastyki. W XXI wieku piractwo zyskało zupełnie inne znaczenie, przeniosło się z bezkresnych oceanów do równie rozległej cyberprzestrzeni. Myli się jednak ten, kto sądzi, że następców Barbarossy nie ma. Wydarzenia ostatnich lat w Zatoce Ardeńskiej, u wybrzeży Somalii, przypomniały światu o tym starym problemie. A gdy somalijscy piraci uprowadzili we wrześniu ukraiński statek MV Faina z 33 czołgami T-72 na pokładzie, na czołach wielu polityków pojawiły się duże krople potu… O współczesnym problemie piractwa pisze Michał Staniul* Zacznijmy od defnicji piractwa - według Konwencji ONZ o Prawie Morskim (tłumaczenie redaktora) na piractwo składają się z następujące akty: (a)jakikolwiek nielegalny akt przemocy albo zatrzymania lub akt grabieży, popełniony dla prywatnych celów przez załogę lub pasażerów prywatnego statku lub prywatnego lotniskowca, wymierzony: i) na wodach państwowych, przeciwko innemu statkowi lub lotniskowcowi lub przeciwko ludziom i mieniu na takowym statku lub lotniskowcu, ii) przeciwko innemu statkowi lub lotniskowcowi lub przeciwko ludziom i mieniu na obszarach poza jurysdykcją jakiegokolwiek Państwa (b) jakikolwiek akt dobrowolnego udziału w operacjach statku lub lotniskowca z wiedzą, że operacje te są one pirackie, (c) jakikolwiek akt zachęcania do lub celowego ułatwiana czynów opisanych w podparagrafach (a) lub (b), Szczagólny Problem Piractwa w Somali Somalijczycy od ponad 17 lat muszą obserwować, jak ich kraj wykrwawia się w bratobójczej wojnie, rozszarpywany przez wojujące ze sobą klasy i organizacje. W takich warunkach niemożliwym jest utworzenie stabilnej bazy ekonomicznej, która pozwoliłaby obywatelom cieszyć się chociaż minimalnym dobrobytem. Dzisiaj dla blisko połowy mieszkańców Somalii jedynym źródłem pożywienia są racje rozdawane z programów żywieniowych rozmaitych organizacji międzynarodowych. W powszechnej beznadziei i wszechogarniającej biedzie należy doszukiwać się początków i przyczyn somalijskiego piractwa. Zaczynało się niewinnie - od zdesperowanych rybaków, którzy tracili swoje tradycyjne źródło utrzymania, uzbrojonych w ręczną broń, rabujących drobne statki i prywatne jachty. Raczej bez ofiar, chyba, że po stronie piratów, gdy trafili na jeden z nielicznych patroli obcych flot. Z czasem piraci doszli do wniosku, że z działalności mogą czerpać większe zyski poprzez porwania. Pieniądze zaczęły przyciągać coraz większe ilości młodych ludzi, jak i również doświadczonych wojowników, którzy starli zęby w walkach na ulicach Mogadiszu lub wśród pustynnych wydm. Poszerzył się także arsenał - od lepszej broni automatycznej, sprowadzanej głównie z Jemenu, do nowoczesnych urządzeń GPS. Warto tu przyjrzeć się taktyce piratów: trzymają się w niewielkich grupach, po 12-15 osób. Poruszając się w małych, ale stosunkowo szybkich motoro-łodziach podpływają do wybranego statku, często w środku dnia i przystępują do abordażu. Zastraszając załogę, przejmują kontrolę nad statkiem i nawiązują kontakt ze wspólnikami na lądzie, którzy są odpowiedzialni za sprawy związane z przekazaniem okupu. Brak centralnego rządu, straży przybrzeżnej czy skutecznej policji lądowej pozwalał pozostawać im praktycznie bezkarnymi. Zresztą, w świecie, który zaczynał walczyć z międzynarodowym terroryzmem, problem piractwa był raczej marginalizowany. Nowa Fala Wiele zmieniło się, gdy z wojny domowej w 2006 roku zaczęła wyłaniać się dominująca organizacja - Unia Trybunałów Islamskich. Kontrowersyjna, szczególnie z punktu widzenia zachodniego obserwatora, uczulonego na każdą wzmiankę o Szariacie. Jednocześnie, zadziwiająco skuteczna w sferze przywracania porządku w państwie. Od czerwca 2006 roku problem piractwa zaczął zauważalnie zanikać. Trwało to jednak tylko to grudnia, gdy Etiopia, wspierana przez USA, obaliła muzułmański rząd oskarżany o wspieranie Al-Kaidy. Wywołało to kolejną falę anarchii w kraju, która była impulsem dla ponownego rozkwitu piractwa. Czynnikiem wzmacniającym tę tendencję były katastrofalne skutki tsunami na Oceanie Indyjskim, które w 2004 roku zabiło ponad 225 tysięcy ludzi w 10 krajach i praktycznie całkowicie zniszczyło dogorywające somalijskie rybołówstwo - ponad 2400 łodzi używanych do połowów zostało zatopionych. Ocaleli rybacy w piractwie widzieli jedyną nadzieję na lepsze życie. DLACZEGO STAŁO SIĘ TO MIĘDZYNARODOWYM PROBLEMEM? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przyjrzeć się specyfice wybrzeża somalijskiego. Południowa część, otwarta na Ocean Indyjski, jest stosunkowo rzadko odwiedzana przez statki handlowe. To tam pierwotnie działała większość piratów. Po upadku rządu UTI, piraci przenieśli się na północ, na obszar Zatoki Ardeńskiej. Jest to południowe zakończenie Kanału Sueskiego, będącego jednym z najważniejszych szlaków handlowych świata. Przez wody te przepływają towary z Bliskiego Wschodu i Azji do Europy i Ameryki Południowej, jak i w drugą stronę. Rocznie około 16 tysięcy statków handlowych przebywa te szlaki, więc bezpieczeństwo tych obszarów jest bardzo ważne z ekonomicznego punktu widzenia. Tymczasem somalijscy piraci stają się coraz bardziej zuchwali. Ilość ataków na statki w 2008 roku wyniosła około 70, przy 25 przypadkach w poprzednich 12 miesiącach. Stali się oni bardziej brutalni, a uzbrojenie poszerzyli o granatniki, przenośną broń anty-lotniczą (MANPADS - Man Portable Air Defence Systems) i rakiety typu RPG, stając się dużo większym zagrożeniem na życia załogi i statków. Zdecydowanie wzrosły żądania piratów dotyczące wysokości okupów. Kilka lat temu były to sumy rzędu kilkunastu tysięcy dolarów, dziś przeciętnie wynoszą około 2 milionów dolarów! W skutek wydarzeń ostatnich miesięcy ceny ubezpieczeń dla statków transportowych przepływających przez Zatokę Ardeńską wzrosły dziesięciokrotnie. Firmy handlowe utknęły w ślepym zaułku, a zmiana szlaków handlowych nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Wydłużyłoby to czas dostaw nawet o kilka tygodni i zwiększyło zużycie paliwa. Niemniej, przedsiębiorcy nie mogą tolerować rosnących w nieskończoność cen ubezpieczeń, a tym bardziej ryzykować utraty życia członków załogi, drogocennych towarów i statków. Część firm zaczęła wynajmować jednostki eskortujące, ponosząc dodatkowe straty finansowe, inne zaczęły wywierać wpływ na swoje rządy i ONZ. Oczywistym jest także, że wszystkie wymienione czynniki negatywnie wpływają na ceny dóbr na rynku, szczególnie ropy eksportowanej z Bliskiego Wschodu. WIĘCEJ NIŻ EKONOMICZNY PROBLEM Problem piractwa u wybrzeży Somalii ma też inne wymiary niż ten czysto ekonomiczny. Można je podzielić na strategiczny, humanitarny i ekologiczny. Pierwszy wiąże się z pojawiającymi się informacjami, jakoby piractwo coraz częściej sponsorowało międzynarodowy terroryzm. Udowodniono już, że pieniądze z okupów wspierały organizację al-Shabbab, która od niedawna uznawana jest za terrorystyczną. O ile łączenie zachłannych somalijskich piratów z Osamą bin Ladenem byłoby prawdopodobnie wymysłem rozgorączkowanego fana sensacji, kilka elementów może wzbudzać realne obawy. Po pierwsze, wzrost wysokości okupów tłumaczyć można w dwojaki sposób. Jest on powodowany ludzką chciwością i chęcią wykorzystania koniunktury albo wyższym zapotrzebowaniem finansowym dla stworzenia mocnej bazy operacyjnej, która zaiste może mieć powiązania z terroryzmem. Dodatkowo, przyjmuje się, że piraci uzyskali dostęp do informacji portowych i zapisów handlowych, dzięki którym często wiedzą, co znajduje się na danym statku oraz znają jego plan rejsu. Doszło także do ataku na amerykańską jednostkę wojenną USS-Cole, chociaż według wielu specjalistów był to po prostu błąd piratów, ponieważ pomylili oni statek handlowy z bojowym. Kosztowało ich to życie. Niemniej, gdy we wrześniu piraci opanowali ukraiński transportowiec MV Faina wyładowany rosyjską bronią, amunicją i 33 bojowymi czołgami, świat wstrzymał na chwilę oddech. Nikt nie był pewien intencji piratów, wliczając w to ich samych - doszło między nimi do strzelaniny, w której zginęło trzech z porywaczy. Czarny scenariusz przewidywał, że broń i czołgi trafią w ręce islamskich bojowników, wspierając ich w walkach ze słabym rządem przejściowym i siłami ONZ. Na szczęście, tym razem chodziło jednak tylko o pieniądze, przynajmniej tej części bandytów, która lepiej strzelała podczas wspomnianej kłótni. Po otrzymaniu 18 milionów dolarów (!) porywacze zwolnili statek i wycofali się. Dziś jednak za wcześnie jest jeszcze, żeby odpowiedzieć, czy tak będzie się to kończyć w każdym przypadku. Dodatkowo, bardzo istotny jest wymiar humanitarny. Problemy w Zatoce spowodowały przerwanie dostaw żywności dla Somalijczyków w ramach World Food Programme. Dla kraju pogrążonego w głodzie i cierpiącego z powodu suszy, w którym milion mieszkańców zostało przesiedlonych, miało to tragiczne skutki. Na szczęście, dostawy zostały wznowione po tym jak rząd Kanady zadeklarował chęć przydzielenia zbrojnej eskorty dla okrętów transportowych. Analitycy obawiają się także potencjalnych problemów ekologicznych. Podczas kolejnych pirackich ataków może dojść do podpalenia statku, czy to celowy, czy przypadkowego. Łatwo przewidzieć, jak wielką katastrofą byłby płonący tankowiec na środku wąskiej zatoki. JAK OCZYŚCIĆ SOMALIJSKIE WYBRZEŻE? Gdy problem piractwa w Zatoce Ardeńskiej stał się bolączką międzynarodową, reakcja ONZ była zadziwiająco szybka i jednomyślna. Combined Task Force 150 - międzynarodowa grupa okrętów marynarki, walcząca z terroryzmem w tym rejonie - dostała nowe zadania. Utworzyła ona Strefę Morskich Patroli Bezpieczeństwa (Maritime Security Patrol Area) przy wybrzeżu Somalii. Dodatkowo, 2 czerwca 2008 Rada Bezpieczeństwa wystosowała Rezolucję 1816, upoważniającą statki bojowe ścigające piratów do wkraczania na wody terytorialne Somalii. Była to kontrowersyjna decyzja, gdyż godzi w niepodległość państwa, jednak w tej sytuacji zyskała zgodę wszystkich 15 członków Rady. Początkowo Chiny były przeciwko tej propozycji, w końcu jednak przekonano jej delegatów, że będzie ona dotyczyła tylko obszaru Somalii. 7 października ogłoszono Rezolucję 1838, przydzielającą do obszaru kolejne okręty bojowe, jak i lotniskowiec. Udowadnia to, że walka z piratami potraktowana została bardzo poważnie. Niestety, w dalszym ciągu jest to tylko rozwiązanie tymczasowe. Ograniczony budżet ONZ nie zapewni wystarczających środków, by ochronić wszystkie statki handlowe i transportowe, ani nie pozwoli na długotrwałą wzmożoną aktywność. Zwalczanie piractwa wymaga połączonych wysiłków ze strony morza, jak i akcji lądowych. Niestety, tymczasowy rząd Somalii jest oblężony w Mogadiszu i absolutnie nie kontroluje innych części kraju. Wobec tego nie jest w stanie zorganizować skutecznej antypirackiej jednostki operacyjnej, ani nawet straży przybrzeżnej. Jednym z proponowanych rozwiązań jest zaangażowanie wszechstronnych jednostek kierowanych przez ONZ, które połączyłyby zarówno akcje lądowe jak i morskie. Oznaczałoby to jednak konieczność ponownego zbrojnego zaangażowania się w wewnętrzne sprawy Somalii. Stworzyłoby to problemy natury prawnej - wysłanie jednostek na teren obcego państwa wymaga zgody Rady Bezpieczeństwa. Mogłoby to także wywołać oskarżenia o próbę podporządkowania sobie tych terenów. Jest jeszcze inna strona tego zagadnienia - po niepowodzeniach US Army w Somalii z latach 90 ubiegłego wieku żaden rząd nie jest zwolennikiem wysyłania swoich żołnierzy do tego nieszczęśliwego kraju. JEDNAK IMPAS? Bez stabilnego rządu w Mogadiszu, który miałby realny wpływ na losy państwa, piractwo u wybrzeży Somalii będzie kwitnąć. Coraz częstsze doniesienia o kolejnych porwaniach zdają się to potwierdzać, pomimo wysiłków ONZ. Niestety, prognozy dotyczące sytuacji wewnętrznej kraju nie napawają optymizmem. Prawdopodobnie widmo Jolly’ego Rogera, słynnej pirackiej bandery, jeszcze długo będzie straszyć ludzi morza, gdy będą przepływać u wybrzeży Somalii. Nawet, jeśli piraci z opowieści od wieków spoczywają na dnie morza.
Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.


Wykop
Blip
Sledzik