Jesteś tutaj

Data dodania

śr., 23/02/2011 - 12:00

Kadafi – dyktator nie do obalenia? Dopiero wydarzenia w Egipcie - a wcześniej w Tunezji – wywołały u wielu europejczyków refleksję na temat stosunków panujących na Bliskim Wschodzie i problemów części świata, którą dotychczas kojarzyliśmy w zasadzie wyłącznie z sezonem urlopowym. Nastrój rewolucyjny trwa w całym regionie. Nie ominął także rządzonej od 42 lat przez Muammara Kadafiego Libii. Są ofiary ulicznych starć i bombardowań. Libijczycy zapowiadają, że nie wrócą do domu, dopóki przywódca nie zachowa się tak samo, jak prezydent Egiptu – nie ustąpi. Kim jest amator ciemnych okularów i stylu safari, określany niekiedy mianem ‘Che Guevary swoich czasów’ – krwawym dyktatorem czy też tylko jednym z liderów, którzy zapomnieli, że dobro państwa nie zawsze jest zbieżne z ich wizją porządku publicznego?

 

Kadafi jest najdłużej rządzącym przywódcą na świecie (wcześniej ten tytuł przypadał Omarowi Bongo, przywódcy Gabonu, który zmarł w 2009 roku). Oficjalnie Kadafi nie pełni ani funkcji szefa rządu, ani głowy państwa. Jako młody chłopak zafascynowany był prezydentem Egiptu, Nasserem i jego nacjonalistyczną ideologią - nie mogło go w związku z tym zabraknąć na antyizralskich demonstracjach w czasie kryzysu sueskiego. Już w szkole wojskowej przygotowywał plan obalenia monarchii. Plany te wprowadził w życie w 1969 roku, gdy kierowany przez niego Związek Wolnych Oficerów  dokonał puczu i odsunął od władzy króla Idrisa, który w tamtym czasie przebywał na leczeniu w Turcji. Słowem wyjaśnienia – Libia została uznana przez ONZ za niepodległe państwo w 1951 roku. Na czele państwa stanął król Muhammed Idris al-Mahdi, który nie zjednał sobie sympatii ludu. W 1970 toku otrzymał tytuł premiera, ale zaprzestał jego używania 2 lata później. Chciał przez to pokazać, że jest tylko wykonawcą woli ludu – gdyż to lud jest suwerenem. Tyle, gdy chodzi o zapewnienia. Rzeczywistość miała pokazać, że Kadafi liczy się co najwyżej ze zdaniem tych, którzy umacniają go w przekonaniu o wadze jego misji dożywotniego pana i władcy Libii. Wspierał terrorystów, arabskich milionerów prowadzących nierzadko ciemne interesy, otaczał się wojskowymi, lojalności  których może bezgranicznie oczekiwać. Porządki wewnętrzne Kadafi miał własny pomysł na zarządzanie państwem. Od razu przystąpił do wdrażania w życie idei socjalizmu islamskiego, realizującego postulaty państwa dobrobytu i zapewniającego powszechny dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej.  Zgodnie z zasadami obowiązującymi muzułmanów, alkohol i hazard były nadal surowo zabronione. Tak jak Mao wyłożył swe przemyślenia w Czerwonej książeczce, Kadafi zapoznał obywateli ze swoimi przemyśleniami za pomocą Zielonej książeczki. Pomiędzy 1975 a 1979 wydane zostały trzy tomy. W imię realizacji założeń socjalizmu islamskiego największe przedsiębiorstwa w kraju zaczęło kontrolować państwo (mniejsze pozostały w rękach prywatnych), co w wielu przypadkach oznaczało de facto nacjonalizację. Taki los spotkał przemysł naftowy, wcześniej należący do inwestorów zagranicznych. Kadafi wszędzie widział spisek Zachodu przeciwko suwerenności Libii, poświęcił więc dużo czasu i energii na wyrzucenie z kraju obcokrajowców (przede wszyrtkim wyjątkowo licznie zamieszkujących w Libii Włochów), zlikwidowano wojskowe bazy brytyjskie i amerykańskie, prowadził agresywną politykę zagraniczną. Doprowadził tym do prawie całkowitej izolacji Libii na arenie międzynarodowej. W zasadzie jedynym sojusznikiem dyktatora w latach 80. pozostawał Związek Radziecki. Na co dzień dochodziło do łamania praw człowieka. Reżim wspierał terrorystów, przymykał oko na korupcję. Amerykańska dyplomacja jawnie określała Libię mianem państwa ‘zbójeckiego’. W latach 90. prowadził bardzie umiarkowaną politykę – nawiązał kontakty z innymi państwami, pozwolił inwestorom na działania. Poza tym, że od połowy lat 80. Kadafi był jednym z głównych sponsorów światowego terroryzmu (popierał m.in. IRA i ETA), ma wyraźne ambicje atomowe. Brak wprawdzie twardych dowodów na wzbogacanie przez Libię uranu (rządzący utrzymywał zawsze, że w jego kraju prowadzone są jedynie eksperymenty), jednak wynika to w znacznej mierze z faktu, że  międzynarodowi inspektorzy otrzymywali przez lata jedynie ograniczoną dokumentację z tych badań i nie byli dopuszczani do obiektów, w których badania były prowadzone. Wiadomo, że Libia prowadziła bliską współpracę w dziedzinie energii nuklearnej ze specjalistami  Chin i Korei Północnej, dokonywała także zakupu sprzętu do programu na czarnym rynku, po czym nie pozostała żadna dokumentacja. Przełom nastąpił w 2003 roku. Kadafi ogłosił, iż jego kraj rezygnuje ze wszelkich dążeń do zdobycia broni atomowej, chemicznej czy biologicznej. Decyzja ta była wynikiem przemyśleń nie tyle dotyczących światowego pokoju, co raczej kalkulacją ekonomiczną. Kadafi rozumiał, że musi poprawić swój wizerunek w oczach opinii światowej, obiecano mu także, że ONZ zdejmie z Libii część sankcji gospodarczych. W wyniku ocieplenie libijski dyktator coraz częściej gościł na europejskich salonach – w 2004 roku przywódca odbył pierwszą od 15 lat podróż zagraniczną – do Brukseli. Wyruszając w podróż, zabiera m.in. beduiński namiot (lubi powtarzać, że jest tylko prostym beduinem), który rozstawia niedaleko budynków, w których odbywają się oficjalne spotkania. W namiocie przyjmuje niektórych gości. Niekiedy w skład jego orszaku wchodzą także konie (30 koni krwi arabskiej zabrał ze sobą do Rzymu w 2010 roku), zaś oficjalna delegacja wypełniła 4 samoloty (!). Skoro jest dobrze, to dlaczego jest źle? Patrząc na wskaźniki gospodarcze można doznać wręcz poczucia zazdrości – Libia ma jeden z najwyższych wskaźników PKB na mieszkańca na kontynencie. Jest to zasługą ogromnych zysków, generowanych przez przemysł naftowy oraz niewielką liczbą mieszkańców, na który się krajowy dochód dzieli (niecałe 6 mln mieszkańców). Rzeczywistość Libijczyków nie jest jednak różowa. Najbiedniejsi nie otrzymują praktycznie żadnej pomocy (wbrew idei ’socjalizmu islamskiego’). Warunki geograficzne uniemożliwiają w wielu regionach prowadzenie działalności rolniczej na taką skalę, by zaspokoić choć podstawowe potrzeby rodziny, na obszarach wiejskich pomoc medyczna i edukacja są rażąco niedofinansowane. Bezrobocie wynosi ponad 20% (brak danych za 2010 rok). Kadafi tymczasem nie ma pomysłu, jak zmienić ich sytuację, gdyż pomimo pozornego otwarcia kraju na świat, nie jest skłonny czynić zbyt daleko idących zmian, przeprowadzać reform. Na forum Powszechnego Kongresu Ludowego w 2009 roku ogłosił wprawdzie, iż w jego przekonaniu wpływy przemysłu naftowego za poprzedni rok należałoby rozdzielić równo pomiędzy Libijczyków (32 mld dolarów na 6 mln głów), ale nie pokusił się o bardziej zaawansowane propozycje gospodarcze. Islamizacja – cel działania Kadafi dał się poznać jako obrońca islamu. Nawoływał do dżihadu przeciw Szwajcarii, co stanowiło odpowiedź na wynik przeprowadzonego tam referendum, w którym Szwajcarzy opowiedzieli się przeciw budowie meczetów w ich kraju. „Każdy muzułmanin w jakiejkolwiek części świata, który współpracuje ze Szwajcarią, jest odstępcą, przeciwnikiem Mahometa, Boga i Koranu“ - powiedział. Dodał, że działania przeciw Szwajcarii powinny być prowadzone za pomocą wszelkich dostępnych metod – także polegających na blokowaniu lotnisk w krajach arabskich w celu nie dopuszczenia na nie samolotów szwajcarskich i nie kupowaniu szwajcarskich produktów. Warto dodać, że niechęć Kadafiego do Szwajcarii narodziła się już wcześniej – w 2008 roku syn dyktatora został aresztowany w genewskim hotelu za znęcanie się nad służącym. Choć zarzuty przeciw niemu oddalono, ojciec zdążył zerwać kontakty handlowe ze Szwajcarią i wycofać duże sumy ze szwajcarskich banków. W Rzymie z kolei powiedział, że islam powinien stać się religią całej Europy. Dziś oczy świata skierowane są na Trypolis. Nie jest już ważne, że Kadafi jest ekscentrycznym despotą, który z powodu własnych uprzedzeń i  obaw spowalnia kraj, który mając tak duże złoża ropy i znaczącą liczbę odbiorców, powinien rozwijać się co najmniej dwa razy szybciej. Nie jest też ważne, że Kadafi grzeszy nonszalancją, która niejednego polityka już zgubiła i która jest gorsza od największej zapalczywości dlatego, że nie pozwala obiektywnie spojrzeć na swoje zachowanie. Ważne jest to, że ten człowiek akceptuje zabijanie własnych obywateli tylko po to, by pokazać, kto w tej grze jest silniejszy. W telewizyjnych „Wiadomościach” (22.02.2011 r.) padł komentarz, że Kadafi będzie walczył do ostatniej krwi – do ostatniej krwi  Libijczyków. Panie Kadafi, każdy reżim kiedyś upadnie. Zwycięzców ocenia się z perspektywy lat i nigdy nie wiemy, jak nas historia oceni. Kilku światowych przywódców zapłaciło wysoką ceną za tę swoją butę i nonszalancję, bo nie docenili siły i znaczenia ulicy. Ulica to lud. Być może kolejny artykuł o Kadafim stanowić będzie podsumowanie jego 42-letnich rządów i traktować będzie o bolesnym upadku ze szczytów władzy, a na ’szczycie politycznym’ w Libii znajdować się będzie już ktoś zupełnie inny. Wszak ‘Arabska wiosna ludów’ wybuchła niespodziewanie i zrealizowała już wiele – niemożliwych, jak się wcześniej wydawało – scenariuszy.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.