Jesteś tutaj

Data dodania

wt., 16/04/2013 - 13:04

Bardzo dziękujemy MSW za to, że lepiej od samych obywateli wie, co jest dla nich dobre. Dotychczas myśleliśmy, że to sprawa każdego z nas, czy chcemy poruszać się samochodem, rowerem, na rolkach czy pieszo. Wydawało nam się, że każdy ma prawo pokonywać pieszo nawet długie, 30-kilometrowe dystanse, jeżeli tylko ma na to ochotę, czas i siły. I że może torobić nawet wtedy, gdy na danej trasie nie ma chodnika ani ścieżki dla pieszych – w takich sytuacjach pieszy idzie poboczem drogi, o ile nie jest to zabronione stosownym znakiem.


Dziś już wiemy: co prawda długie piesze wędrówki poboczem drogi między miastem A a miastem B nie są wprost zabronione, ale MSW postanowiło zadbać o dobro obywatela, ustalając arbitralnie za niego, co jest dla niego dobre. Otóż drogi obywatelu: tak ci się tylko wydaje, że masz suwerenne prawo zdecydować, czy poruszasz się samochodem, autobusem, na rolkach czy pieszo. Zdaniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ruch pieszy ma uzasadnienie jedynie w miastach i na obszarach zabudowanych, ewentualnie w promieniu 20 km od miasta takiego jak Przemyśl. Jeżeli do najbliższego dużego miasta jest natomiast 30 km lub więcej, nie wolno Ci obywatelu chodzić pieszo poboczem drogi! To znaczy niby masz do tego prawo, ale jeśli chcesz z niego skorzystać, to jesteś dziwak i idiota. Bo przecież „nikt normalny tak nie robi, tylko jedzie po ludzku samochodem”, dlatego właśnie na granicy trzeba wprowadzić ZAKAZ poruszania się pieszo, dla dobra obywatela oczywiście. Żeby przypadkiem nie przyszła mu do głowy taka głupota i nieodpowiedzialność, jak pokonywanie długich dystansów pieszo, wędrując z braku chodnika poboczem drogi na terenie niezabudowanym z dala od wielkiego miasta. To dopiero byłby skandal i zgorszenie, gdyby tak obywatelom pozwalać na takie głupie zachcianki – uważa nasze MSW.



A teraz na poważnie i po kolei. Na portalu „Port Europa” od kilku lat walczymy o normalność na polsko-ukraińskiej i polsko-białoruskiej granicy. Normalność, czyli o to, by granicę można było przekroczyć w cywilizowany sposób, w ciągu maksymalnie godziny, a nie tak jak obecnie stojąc w kolejce 5-12 godzin i by można było ominąć sznur samochodów, przechodząc przez granicę pieszo tak jak na dawnej granicy z Niemcami, Czechami i Słowacją. Chcemy, aby granicą nie rządzili pijani i wulgarni przemytnicy, traktowani dziś przez polską Straż Graniczną jak święte krowy, którzy obecnie po kilka razy dziennie przechodzą tam i z powrotem z przemycanym towarem i śmieją się uczciwym podróżnym w twarz. Dlatego właśnie założyliśmy na facebooku stronę: www.facebook.com/turystycznagranica i poprosiliśmy polskich parlamentarzystów o wsparcie naszej inicjatywy. Na nasz apel pozytywnie odpowiedzieli m. in. posłowie: Joanna Skrzydlewska, Ewa Kołodziej i Kazimierz Ziobro. To właśnie w odpowiedzi na interwencję pani europoseł Joanny Skrzydlewskiej otrzymaliśmy od MSW pismo, w którym ministerstwo niczym władza totalitarna zarządziło, że obywatel ma jeździć samochodem i nie wolno mu poruszać się pieszo poza miastem – „bo to nie ma uzasadnienia”.



Możliwość przekraczania granicy nie tylko samochodem, ale również pieszo, być może nie wydaje się najpilniejszą sprawą. Ale to dla nas taki symbol normalności na granicy. To absurd, by w XXI wieku w środku Europy ruch samochodowy był traktowany priorytetowo i by pieszych zmuszać do skorzystania z auta. W całej cywilizowanej Europie jest dokładnie odwrotnie: to pieszych traktuje się priorytetowo. Tym bardziej, że autobusów jeżdżących przez granicę jest jak na lekarstwo. Oczywiście nie chodzi nam o to, by wędrować pieszo wzdłuż drogi z Zamościa aż do Lwowa, chociaż mamy prawo mieć nawet taką zachciankę, wędrując tak nie robimy nic złego i wara demokratycznemu państwu od regulowania tej kwestii i wprowadzania absurdalnych zakazów przechodzenia granicy na własnych nogach. Chodzi nam o co innego: chcemy pojechać z Zamościa do Lwowa, nie ma dogodnych połączeń autobusowych, więc ktoś z naszej rodziny zawiezie nas autem do Hrebennego pod granicę, tam wysiądziemy, przejdziemy pieszo i po ukraińskiej stronie granicy czekać będzie na nas w aucie nasz ukraiński znajomy ze Lwowa, który wyjechał po nas na granicę samochodem i zawiezie nas do pobliskiego Lwowa. Czy Ministerstwu Spraw Wewnętrznych aż tak bardzo brakuje wyobraźni, by zrozumieć, że to właśnie o taką sytuację chodzi? Albo inny przykład: do Hrebennego i do Rawy Ruskiej jeździ przecież regularnie lokalna polska i ukraińska komunikacja publiczna (PKS-y, pociągi podmiejskie). Jedziemy PKSem z Lublina do Hrebennego, przechodzimy pieszo kilkaset metrów, przekraczamy pieszo granicę, następnie idziemy piechotą te 2 km do stacji kolejowej w Rawie Ruskiej i wsiadamy w pociąg podmiejski lub busa (marszrutkę) do Lwowa. Czy to aż takie skomplikowane i nie do wyobrażenia dla urzędników MSW?



Zdaniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych RP obie sytuacje to nasza głupia i nieuzasadniona zachcianka. Nie mamy prawa podjechać PKSem pod granicę, przejść jej pieszo i po drugiej stronie granicy wsiąść w pociąg, bo MSW wie lepiej, że „nie ma takiej potrzeby”. Dlaczego? „Bo w pobliżu nie ma dużych miast, więc ruch pieszy nie ma uzasadnienia”. Nie ma, bo według logiki MSW pieszo mamy prawo poruszać się tylko w mieście, a poza tym kto to widział, żeby piesi w ogóle mieli jakieś przywileje. Przywileje to mają mieć wg MSW samochody, a ruch pieszy poza miastami jest niewskazany i jeśli tylko można, należy go na mocy polsko-ukraińskiej umowy międzynarodowej zabronić, a następnie tego zakazu bronić niczym niepodległości.

Jakub Łoginow, www.porteuropa.eu

Tagi:

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.