Jesteś tutaj

Data dodania

śr., 04/12/2013 - 21:33

Chiny i Japonia to jedne z największych potęg gospodarczych, politycznych i wojskowych na świecie. Niestety oba mocarstwa utrzymują między sobą bardzo napięte stosunki, po części z przyczyn historycznych.

 

Gdy we wrześniu ubiegłego roku rząd w Tokio wykupił archipelag wysp Senkaku/Diaoyu, sytuacja uległa znacznemu zaostrzeniu. Od tamtej pory w spornym rejonie dochodzi do niebezpiecznych incydentów z udziałem łodzi i samolotów patrolowych zwaśnionych stron. Pod koniec listopada kolejny, agresywny ruch wykonały Chiny. Pekin ogłosił, iż będzie kontrolował przestrzeń powietrzną nad Diaoyu. Nowo utworzona Strefa Identyfikacji Obrony Powietrznej Morza Wschodniochińskiego spotkała się z ostrym sprzeciwem Japonii, która zagroziła, iż ten jednostronny akt „grozi doprowadzeniem do sytuacji nieoczekiwanej”. Cała sytuacja niepokoi inne państwa regionu, takie jak Korea Południowa czy Tajwan, oraz co zrozumiałe Stany Zjednoczone.

USA są ważnym geopolitycznym graczem w regionie i mimo wezwań Chińczyków do bezstronności, pozostaną sojusznikiem Japonii w sporze. Potwierdzeniem tego niech będzie zignorowanie deklaracji Pekinu i przelot dwóch amerykańskich bombowców B-52 nad wspomnianym archipelagiem bez żadnej wcześniejszej notyfikacji. Podobne zachowanie zapowiadają cywilne linie pasażerskie z Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie wiadomo jak daleko Pekin posunie się w egzekwowaniu swojej kontrowersyjnej decyzji. Chińczycy wysłali w rejon kilka myśliwców i samolotów wczesnego ostrzegania, oraz tradycyjnie już patrole wodne, naruszające wody terytorialne Japonii. Chińskie media nawołują do zdecydowanych działań w przypadku pogwałcenia reguł obowiązujących w nowej Strefie. Co ciekawe, w odpowiedzi na chińskie działania, Korea Południowa zapowiedziała modyfikację i rozszerzenie własnej strefy kontroli lotów. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, iż akurat teraz amerykańska armia wzmocniła swoje wojska stacjonujące na Okinawie o samoloty wyspecjalizowane w niszczeniu okrętów podwodnych. Jak widać sytuacja w regionie niebezpiecznie się zaostrza a rozwiązanie patowej sytuacji na dzień dzisiejszy jest niemożliwe.     

Idzie ku lepszemu w Afganistanie?

     Stany Zjednoczone naciskają Kabul w sprawie pozostawienia kontyngentu amerykańskich żołnierzy w Afganistanie. Prezydent Karzaj zwleka z podpisaniem odpowiedniego dokumentu. Zgodnie z wynegocjowanym tzw. Dwustronnym paktem bezpieczeństwa, wraz z wycofaniem się żołnierzy Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa, na terytorium Afganistanu pozostałaby ograniczona liczba Amerykanów, zajmujących się głównie szkoleniem miejscowych sił porządkowych, jak również wykonywaniem akcji antyterrorystycznych. Brak podpisu Karzaja pod umową może spowodować, iż Kabul będzie musiał sam poradzić sobie w walkach z Talibami. Dlaczego prezydent zwleka? Karzaj próbuje uzyskać dodatkowe korzyści od Amerykanów, min. zwolnienie swoich obywateli z więzienia w Guantanamo czy zaprzestanie operacji militarnych przeciwko Afgańczykom. Co ciekawe, niespodziewany impas jest bardzo na rękę Iranowi. Teheran otwarcie wyraża sprzeciw wobec amerykańsko-afgańskiemu porozumieniu, widząc w nim bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa.

  O prezydencie Karzaju zrobiło się głośno ostatnio również z innego powodu. Przywódca Afganistanu sprzeciwił się pomysłowi kamieniowania cudzołożników. Ów pomysł wyszedł od pracowników ministerstwa sprawiedliwości. I choć organizacje chroniące prawa człowieka odetchnęły z ulgą, jednocześnie wskazały, jak powierzchowne były zmiany zaprowadzone w prawodawstwie afgańskim przez zachodnie państwa.

W telegraficznym skrócie

              Do wielkich niepokojów dochodzi w stolicy Tajlandii. Podczas, gdy większość Polaków śledzi wydarzenia w Kijowie i tamtejsze protesty opozycji, do podobnych a może i poważniejszych zdarzeń dochodzi w Bangkoku. Dwie osoby poniosły śmierć, kilkadziesiąt osób jest rannych – oto bilans starć pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami rządu. Chcąc wesprzeć działania policji, lokalne władze zdecydowały się nawet wysłać wojska na ulice, oficjalnie nieuzbrojone.

Navii Pillay, Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka potwierdziła, iż jest coraz więcej dowodów na to, iż rząd Syrii ponosi odpowiedzialność za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości w związku z trwającą wojną domową. "Skala i okrucieństwo nadużyć, których dopuszczają się obie strony jest niemal niewiarygodna" - dodała komisarz. Zdaniem Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, 33 miesiące krwawego konfliktu spowodowały śmierć 126 tys. osób.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.