Jesteś tutaj

Data dodania

czw., 05/09/2013 - 08:25

Nowa wojna na horyzoncie, która może być kolejnym światowym konfliktem.  Proces 30-lecia w Chinach i gorąca sytuacja w Iraku, czyli podsumowanie minionych dni w Azji przygotował Krzysztof Owsiany.

 

Syria – preludium do wojny

 

              W Syrii doszło prawdopodobnie do aktu, którego obawiali się wszyscy – użycia broni chemicznej przez wojska rządowe przeciwko ludności cywilnej. Prawdopodobnie, gdyż rząd w Damaszku wszystkiemu zaprzecza. Tymczasem syryjscy rebelianci mówią o 1300 śmiertelnych ofiarach ataku chemicznego na miejscowości Dżobar, Al-Guta i Ain Tarma. Użycie chemicznych środków bojowych potwierdziło również Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Cała sprawa, co oczywiste, wywołała wielkie poruszenie społeczności międzynarodowej. ONZ domaga się możliwości zbadania zaistniałej sytuacji przez swoich obserwatorów, a Sekretarz Generalny Organizacji Ban Ki Mun ostrzega, iż jeśli atak rzeczywiście miał miejsce, oznaczałoby to zbrodnię przeciwko ludzkości i poważne konsekwencje wobec reżimu prezydenta Asada. Co ciekawe, Syria jest jednym z nielicznych państw, które nie podpisało konwencji o zakazie broni chemicznej z 1997 roku.

Cały świat zastanawia się nad sposobem rozwiązania konfliktu w Syrii. Zaniepokojenie i zniecierpliwienie całą sytuacją po raz kolejny wyraziła Turcja, której uwaga coraz bardziej absorbowana jest przez wspomnianą wojnę. Państwa zachodnie ze Stanami Zjednoczonymi na czele przychylają się do ograniczonej interwencji zbrojnej. USA nie chcą ryzykować eskalacji działań wojennych na cały region, który przypomina istną „beczkę prochu”. Prezydent Obama zwrócił się do Kongresu o zgodę na przeprowadzenie akcji zbrojnej. Co ciekawe, najwięksi sprzymierzeńcy Amerykanów, czyli Wielka Brytania i Izrael zapowiedziały, iż swoje działania ograniczą do obrony (Brytyjczycy chcą przede wszystkim zabezpieczyć swoje interesy na Cyprze). Również Polska zapowiedziała, iż nie stanie się częścią żadnej międzynarodowej koalicji przeciwko rządowi w Damaszku. Przeciwne jakiejkolwiek interwencji militarnej są Rosja, Chiny i Iran. Wobec twardej postawy tych państw, nie możliwym będzie stworzenie międzynarodowej koalicji pod auspicjami Narodów Zjednoczonych. Szczególnie Rosja, dla której Damaszek jest ostatnim prawdziwym sojusznikiem w regionie, naciska na zastosowanie rozwiązań politycznych. Nie wiadomo, czy dojdzie do skutku pomysł organizacji w Genewie konferencji z udziałem zwaśnionych stron, która przyniosłaby kres rozlewowi krwi. Jedno jest pewne, potrzeba szybkich i konkretnych działań. Zdaniem organizacji humanitarnych, konflikt pochłonął już 100 tys. ofiar, blisko milion dzieci uciekło z Syrii, a kolejne dwa miliony zostały przesiedlone i często stanowią obiekt ataków. Co więcej, obie strony wojny domowej wspierane są przez bloki różnych państw. Rebeliantów wspiera Katar, Arabia Saudyjska, państwa zachodnie i islamscy rebelianci – niestety często powiązani z Al-Kaidą. Władze w Damaszku wspiera za to głównie Rosja i Iran. Łatwo sobie wyobrazić, iż wewnętrzny konflikt może przeistoczyć się w międzynarodową wojnę.

 

Chiny żyją sprawą Bo Xilaia

              W mieście Jinan w prowincji Shandong, rozpoczął się proces byłego prominentnego funkcjonariusza Komunistycznej Partii Chin Bo Xilaia, oskarżonego o nadużycia i korupcję. Na salę rozpraw nie wpuszczono zachodnich dziennikarzy. Wyrok w sprawie byłego ministra handlu oczekiwany jest na początku września. Akt oskarżenia dotyczy przyjęcia łapówek w wysokości ok. 2,5 mln euro, w okresie od 1999 do początku 2012 roku. Lokalne media nazywają ten proces najgłośniejszym i najważniejszym politycznie od 30 lat. Całej sprawie towarzyszą nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, min. zamknięto pobliskie ulice aby uniemożliwić gromadzenie się gapiów. Zdaniem BBC, jako szef KPCh w Chongqingu, Bo Xilai był postrzegany jako charyzmatyczna, potężna i populistyczna postać, który podjął walkę ze zorganizowaną przestępczością, oraz próbował zniwelować różnice majątkowe między najbogatszymi i najbiedniejszymi mieszkańcami regionu. - Frakcja Bo Xilaia utraciła wpływy podczas walki o władzę między czołowymi przywódcami przed zmianą kierownictwa państwa w ubiegłym roku - powiedział Pu Zhigiang, pekiński prawnik specjalizujący się w prawach człowieka. Jego zdaniem nie ma znaczenia o co został oskarżony były polityk KPCh, gdyż od samego początku proces ma charakter polityczny.

 

Irak coraz bliżej wojny domowej

              Mimo, iż od wycofania się wojsk amerykańskich minęły jedynie dwa lata, rząd w Bagdadzie zwrócił się do Stanów Zjednoczonych z prośbą o pomoc. Irakijczycy coraz bardziej zaniepokojeni są sytuacją w Syrii, która ich zdaniem może doprowadzić do destabilizacji w ich kraju. Oficjalnie Irak pozostaje neutralny wobec wspomnianej wojny domowej. Jednak coraz więcej syryjskich uchodźców (zwłaszcza Kurdów) przekracza iracko-syryjską granicę. Co gorsze, według Bagdadu granicę przekraczają również uzbrojeni syryjscy rebelianci. Zdaniem ekspertów, destabilizacja Iraku będzie miała negatywne konsekwencje dla całego regionu, dlatego też apelują oni do Waszyngtonu o większe zaangażowanie.

W Iraku rośnie w siłę Al-Kaida, rekrutująca nowych bojowników. Terrorystyczne ugrupowanie, zrzeszające sunnitów, kieruje swoją agresję przeciwko szyickiej większości i zdominowanemu przez szyitów rządowi premiera Nuriego al-Malikiegoa. Według nowojorskiej Rady Stosunków Międzynarodowych od początku tego roku ugrupowanie podwoiło swoje szeregi do ok. 2500 członków. Wskazuje to na odrodzenie się organizacji. Podobny scenariusz może powtórzyć się w Afganistanie po planowanym wycofaniu się wojsk sprzymierzonych. W tym kontekście mówi się o pozostawieniu kontyngentu żołnierzy amerykańskich i niezbędnych środków antyterrorystycznych. Na to potrzebna jednak jest zgoda władz w Kabulu, które mają co do tego pewne wątpliwości. Podobne wątpliwości spowodowały, iż władze irackie nie zgodziły się na pozostanie ograniczonych sił amerykańskich w kraju, co z perspektywy czasu wydaję się być dużym błędem. Dzisiaj powrót amerykanów do Iraku wydaje się niemożliwy. Opinia publiczna w USA jest już zbyt zmęczona irackim konfliktem i wątpliwe aby administracja prezydenta Obamy działała wbrew nastrojom społeczeństwa. Nie wykluczona jest za to inna pomoc, jak dostarczenie dronów do likwidacji terrorystów, czy też współpraca wywiadowcza.

Stany Zjednoczone powinny większą uwagę poświecić problemom Iraku. Nie dosyć iż na wojnie w tym kraju straciły bilion dolarów i prawie 5 000 żołnierzy, to jeszcze Irak dryfuje w kierunku wojny domowej, konfliktu na tle wyznaniowym i sojuszu z Iranem. Jeżeli wybuchnie tam wojna domowa, lokalni szyici będą jeszcze bardziej ciążyć ku Iranowi i Syrii.

W kraju nie ustają krwawe zamachy. W ostatnich dniach śmierć poniosło 35 osób, ponad 100 zostało rannych a kolejne 116 aresztowano- podały źródła policyjne. MSW określa Irak jako „pole bitwy”. Zdaniem ekspertów fali przemocy nie da się powstrzymać bez rozwiązania problemu, jakim jest frustracja ludności sunnickiej, która czuję się pozbawiona jakichkolwiek wpływów przez zdominowany przez szyitów rząd.

 

W telegraficznym skrócie

              Izraelskie siły powietrzne zbombardowały cele w Libanie („pozycje terrorystyczne” w okolicy Naame), w odpowiedzi na wystrzelenie dwóch rakiet na Izrael z terytorium południowego Libanu. Do ataku przyznała się sunnicka grupa o nazwie Brygady Abdullaha Azzama, ta sama, która przypisywała sobie odpowiedzialność za podobne ataki na Izrael w 2009 i 2011r. Izrael i Liban pozostają formalnie w stanie wojny. W 2006 roku wojska izraelskie dokonały inwazji, w wyniku której śmierć poniosło 1,2 tys. Libańczyków (głównie cywilów) i 160 Izraelczyków.

              Japonia żąda wyjaśnień od Moskwy po tym, jak dwa rosyjskie bombowce naruszyły jej przestrzeń powietrzną, co spowodowało poderwanie z ziemi czterech japońskich myśliwców. Do incydentu miało dojść w okolicach wyspy Okinoshima. Zdaniem resortu obrony Japonii, było to pierwsze tego typu naruszenie przestrzeni powietrznej od lutego bieżącego roku, gdy wtargnięcia dokonały dwa rosyjskie myśliwce. Tego typu działania zdają się być sprawdzaniem przez Rosjan obrony powietrznej sąsiednich państw. Do podobnych incydentów dochodzi często w Europie wschodniej, zwłaszcza nad przestrzenią państw bałtyckich.

              Stany Zjednoczone i Korea Południowa przeprowadziły wspólne manewry wojskowe. Jak zwykle oprotestowała je Korea Północna, uznając je za „agresywne”. Podobne manewry z początku roku doprowadziły do napięcia na Półwyspie Koreańskim i gróźb wojny nuklearnej ze strony Pjongjangu. W manewrach udział wzięło 30 tys. żołnierzy amerykańskich i 50 tys. południowokoreańskich. Wszystko to w sytuacji rozluźnienia konfliktu między obiema Koreami, o czym świadczy ponowne otwarcie strefy przemysłowej Kaesong i umożliwienie spotkania się rozdzielonych koreańskich rodzin z północy i południa. Analitycy studzą jednak optymistyczne nastroje, wskazując, iż północno-koreański reżim jest niezwykle nieprzewidywalny.

              Do ogromnej tragedii doszło w środkowej części Filipin, gdzie w wyniku kolizji promu pasażerskiego Thomas Aquinas i statku handlowego śmierć poniosły 24 osoby a dalsze 200 uznawane jest za zaginione. Szczęśliwie udało się uratować 629 osoby, część z nich została wyłowiona przez łodzie rybackie.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.