Jesteś tutaj

Data dodania

pt., 09/12/2011 - 22:27

Od początku lat 90. Iran kojarzony jest głównie z rozwojem programu nuklearnego. Początkowo obserwatorzy tego międzynarodowego impasu starali się oddzielić domniemane i rzeczywiste intencje produkcji broni nuklearnej, zakładając, że budowa elektrowni jądrowych nie musi oznaczać zamiaru stworzenia broni jądrowej. Jednak obecnie perspektywa wyposażenia Republiki Iranu w broń nuklearną wywołuję trwogę w skali globalnej.

Najważniejsze pytanie stawiane sobie w ramach regionalnych i międzynarodowych dyskusji to  jakie są motywy Iranu w poszukiwaniu technologii jądrowej? Z punktu widzenia strategiczno – politycznego stosuje się wieloraką argumentację. Z jednej strony dostrzega się chęć ochrony własnego terytorium (stosowana przez władze teherańskie strategia odstraszania) – wynika to z faktu, że Iran otoczony jest przez wrogów. Drugi argument dotyczy zabezpieczenia ambicjonalnego. Mianowicie, uważa się, że Iran ma takie samo prawo posiadania potencjału nuklearnego jak inne państwa. Rozmija się to z faktem, że kraj ten ma zobowiązania prawne wynikające z podpisania traktatu o nieproliferacji broni jądrowej, w przeciwieństwie do chociażby Izraela. Jednak i w tej rozgrywce władze teherańskie zabezpieczają się faktem, że w traktacie NPT, nie jest zakazane wzbogacanie uranu, wzbronione jest jedynie użycie go w celach militarnych.  Trzeci argument, aczkolwiek rzadko stosowany dotyczy stwierdzenia, że broń jądrowa oraz rakiety dalekiego zasięgu są tańsze i łatwiejsze do budowy niż proces rekonstrukcji tradycyjnych sił zbrojnych. Ta ostatnia opcja wymagałaby zakupu czołgów, samolotów oraz innych urządzeń. Natomiast budowa własnej broni jądrowej nie byłaby uzależniona od ciągłego serwisowania nowoczesnych sprzętów z innych krajów. Taki rozwój sytuacji wzmocniłby Iran w regionie i wspomógłby proces wymuszania na krajach europejskich licznych ustępstw.

Należy jednak pamiętać, że Iran nigdy nie sugerował dążeń do zdobycia broni jądrowej, a jedynie pragnął uzyskać alternatywne źródło energii, mogące w pełni zaspokoić rosnące zapotrzebowania energetyczne wewnątrz kraju. Wynika to z faktu, że wewnętrzne zapotrzebowanie na energię znacząco wzrosło. W 1977 r. konsumpcja wynosiła 29,6 mln baryłek na dzień, w 2003 r. wzrosło do 265 mln baryłek na dzień. Z kolei produkcja energii wciąż spada. Na koniec lat 70. produkcja ropy plasowała się na 5,8 mln baryłek na dzień. Obecnie produkuje się dziennie około 3,9 mln baryłek. Chcąc zaspokoić krajowe potrzeby energetyczne zwiększono ilość rezerw, jeśli jednak Iran nie wypracuje nowych, alternatywnych źródeł energii (w tym energii jądrowej) lub nie zwiększy produkcji ropy naftowej, stanie się jej głównym importerem. Można by uznać, że import ropy nie byłby złym pomysłem, ostatecznie niejedno mocarstwo światowe uzależnione jest od sprowadzania ropy zza granicy. Problem stanowi fakt, że budżet Iranu tworzony jest w oparciu o produkcję oraz eksport gazu ziemnego i ropy naftowej. Mimo tego, że sytuacja ekonomiczna kraju uzasadnia stosowanie energii jądrowej do produkcji energii elektrycznej, należałoby odpowiedzieć na pytanie, czy jeśli Iran wyprodukuje broń atomową, to czy można spodziewać się zagrożenia z jego strony? Czy zrodzi to nieuchronność wojny hegemonicznej z Izraelem lub wywoła nuklearny konflikt na skale globalną?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto prześledzić irańską strategię militarną, bądź strategię obrony i bezpieczeństwa. Oba dokumenty podkreślają odejście od konfrontacji i zmiany granicy. Strategia militarna nie zakłada wykorzystania broni jądrowej jako siły zbrojnej. Podkreśla się natomiast chęć dokonania restrukturyzacji militarnej, opierając się na analizowaniu amerykańskich operacji w Iraku, Afganistanie i na Bałkanach. Irańska strategia bezpieczeństwa związana jest  z dostrzeganiem zagrożenia w swoim otoczeniu. Na dziś dzień najgroźniejszym zagrożeniem są separatystyczne ruchy kurdyjskie, działalność Mudżahedinów Ludowych czy przemyt narkotyków z Afganistanu. Iran jawiący się jako państwo agresywne i nieobliczalne jest „produktem” wprowadzenia wspomnianej już strategii odstraszania. Znamionuje ona gotowość do zareagowania na agresję poprzez akceptację strat, rozszerzenie konfliktu na terytoria innych państw i odpowiedzi na atak w skali większej niż atak przeciwnika. Władze teherańskie nie zdecydowały się jeszcze na broń atomową, ich zamiarem jest jedynie zyskanie buforu bezpieczeństwa. Oczywiste jest, że nie można całkowicie wykluczyć stworzenia przez Iran broni jądrowej. Nie mniej jednak o takim rozwiązaniu mówią zazwyczaj te państwa, które już od dłuższego czasu walczą z Iranem o regionalne wpływy i przywództwo.

W perspektywie międzynarodowych przedsięwzięć wobec nuklearnych aspiracji Iranu jest nakładanie dalszych sankcji, bądź podjęcie działań „pozadyplomatycznych”. Dotychczas restrykcyjne sankcje obejmujące embargo ekonomiczne w obszarze energetycznym było scenariuszem nierealnym. Wynikało to z tego, że zniknięcie irańskiej ropy z globalnego rynku energii, mogłoby zachwiać nie tylko wewnętrzną sytuacją gospodarczą Iranu, ale również społeczność międzynarodowa narażona by została na negatywne skutki polityczne i gospodarcze. Ryzyko warte byłoby podjęcia gdyby nie deklaracja Iranu, że każda blokada ekonomiczna zostanie uznana za casus belli. Podstawą represji ze strony Republiki Iranu mógłby być również obecny pakiet sankcji przewidujący kontrolę irańskich statków na wodach międzynarodowych. Położenie Iranu daje mu możliwość zablokowania żeglugi morskiej w obszarze cieśniny Ormuz, co w rezultacie wpłynęłoby na cały transport ropy naftowej z państw Zatoki Perskiej. W rezultacie można by wnioskować, że nałożenie ekonomicznego embarga byłoby dla państw Europy gospodarczym „samobójstwem”.

Biorąc jednak pod uwagę świeżo wydany raport MAEA gra być może będzie warta świeczki. Upubliczniony w listopadzie 2011 r. raport stanowi konsolidację analiz i badań sprzed jak i po 2003 r.. Inspektorzy wykazują „szczególną troskę” o stan irańskiego programu nuklearnego, sugerując jego rychłe włączenie do wymiaru „weaponizacji”. Ten 13-stronicowy tekst zawierający techniczne opisy badań, takie jak modelowe badanie komputerowe związane z bronią jądrową przeprowadzone przez irańskich urzędników w latach 2008-09, sprowadza wnioski do wspólnego mianownika, że kraj ajatollahów stara się nie tylko zdobyć bombę atomową, a wręcz stać się mistrzem technologii jądrowej. Aktualny protokół MAEA  wraz  z publikowanym raportem z 2004 r. obejmuje te same zastrzeżenia co do budowy nowych instalacji służących wzbogacaniu uranu – bez wcześniejszego poinformowania o tym fakcie Agencji.

Do dnia dzisiejszego władze Iranu ukrywają realny poziom wymiany międzynarodowej, obejmującą sprowadzanie urządzeń i materiałów nuklearnych. Pod wątpliwość poddaje się także proces wysokiego wzbogacania uranu, który według inspektorów nie miał zastosowania w energetyce jądrowej. Pobrane próbki uranu wykazały ich wzbogacenie o ponad 90% co sugerowało, że chociażby instalacja w Natanz jest zdolna do produkcji 500 kg uranu rocznie. Ten fakt, jak i wybudowanie w 2000 roku w Lashakar Ab'add instalacji do laserowego wzbogacania uranu oraz budowa reaktora badawczego w Arak, który rocznie mógłby wytwarzać od 8 do 10 kg plutonu, kreuje standardowe założenia wojskowego programu nuklearnego. Biorąc jednak pod uwagę brak spójności i dotychczasowe efekty działań międzynarodowych, należałoby przyjrzeć się możliwym scenariuszom.

Niepowodzenie sankcji i wejście Iranu do klubu mocarstw atomowych doprowadzi do geopolitycznych przeobrażeń na Bliskim Wschodzie. Dla sunnickich państw tj. Arabia Saudyjska czy Turcja, perspektywa nuklearnego wyposażenia państwa szyickiego jest nie do przyjęcia. Zdobycie przez Iran broni jądrowej doprowadziłoby do regionalnego wyścigu zbrojeń. Dodatkowo nieskuteczność dotychczasowych sankcji ukazuje słabość zarówno Unii Europejskiej, ONZ jak i niezależnej polityki Stanów Zjednoczonych. Najbardziej prawdopodobnym działaniem wynikającym z braku dyplomatycznego „hamulca” na irańskie ambicje jest możliwość podjęcia przez Izrael jednostronnej interwencji zbrojnej, mającej na celu zniszczenie irańskich obiektów nuklearnych. Decyzja o podjęciu bądź zaniechaniu operacji zbrojnej jest wypadkową kilku czynników. Strach przed nuklearnym Iranem zbudowany został na groźbach wrogo nastawionego rządu Ahmadineżada. Nie wiadomo jednak na ile to niebezpieczeństwo miałoby uzasadniony charakter, a na ile są to subiektywne odczucia Izraelczyków. Rozpoczęcie operacji militarnej przed podjęciem jakichkolwiek działań zbrojnych ze strony Iranu byłoby ryzykiem stawiającym wszystko na jedną kartę. Z jednej strony Iran nie posiada środka odwetowego adekwatnego do broni atomowej, co działa na korzyść Izraela. Z drugiej strony operacja zadziała na Iran jak „czerwona płachta na byka”, mobilizując go do odwetu przy pomocy sprzymierzeńców (Syria, palestyński Hamas, libański Hezbollah).

Kolejnym aspektem operacji militarnej są kwestie operacyjne. Izrael i USA nie posiadają precyzyjnych danych, określających położenie wszystkich obiektów nuklearnych Iranu. Ponadto nie ma pewności czy znane już obiekty mają realny wpływ na rozwój programu atomowego czy są jedynie przykrywką, mającą zwodzić zagraniczny wywiad. W związku z tym istotne jest wybranie odpowiedniej formy przeprowadzenia operacji. Ze względu na rozproszenie obiektów i rozmiar terytorium, najodpowiedniejsza wydaje się operacja powietrzna. Jednak i w tej kwestii pojawiają się pewne zastrzeżenia. Nielegalne przeloty nad terytorium danego państwa przez samoloty będące własnością innego państwa, naruszają integralność terytorialną. W zależności od tego jaką trasę przelotu wybrałby Izrael, wymagane będzie uzyskanie zgody - albo Turcji, albo Iraku. Najbardziej optymalną opcją byłyby jednak przelot przez Jordanię lub Arabię Saudyjską, gdyż oba te państwa dałyby Izraelowi „ciche przyzwolenie” na likwidację irańskiego programu nuklearnego.

Operacja militarna niesie za sobą wysokie ryzyko geopolityczne i nie daje pewności likwidacji bądź chociaż powstrzymania irańskiego programu jądrowego. Z kolei w perspektywie krótkoterminowej należałoby się przypatrzyć nakładanym sankcjom, będących efektem ujawnienia raportu MAEA. Sankcje powodują, że cierpi nie tylko rynek irański ale również rynki europejskie, gdyż brak szansy na tranzyt surowców energetycznych z Azji Środkowej przez terytorium Iranu, uzależnia Europę od gazu rosyjskiego. Utrzymywanie się stałych kar i „rozwadnianie” tekstu kolejnych rezolucji będzie sygnałem, że Rosja chcąc utrzymywać dalsze korzyści gospodarcze i finansowe ze współpracy z Iranem, hamuje prace RB ONZ w taki sposób aby w jak najmniejszym stopniu były szkodliwe dla Iranu. Z biegiem czasu zarówno postawa Rosji jak i Chin może skutkować konfliktami wewnątrz samej Rady Bezpieczeństwa. Tak stanowcze rozejście się opinii i interesów stałych członków zahamuje proces podejmowania decyzji w najbardziej kluczowych kwestiach.  Dzięki czemu ten paraliż decyzyjny zacznie spychać nuklearyzację na dalszy plan, dając tym samym władzy teherańskiej czas do działania.

Innym wariantem może stać się ujednolicenie postawy członków RB. Chęć utrzymywania korzyści ze współpracy z USA i Europą doprowadzą do rozejścia się interesów rosyjsko - irańskich. Chiny, w obawie przez izolacją, mogą na równi z Rosją poprzeć bardziej restrykcyjne sankcje wobec rynku irańskiego. Sankcje gospodarcze, militarne, technologiczne wpędzą Iran w jeszcze większe problemy finansowe, doprowadzając do jego izolacji od zachodnich inwestycji zagranicznych czy wpływów ze sprzedaży ropy. Iran „postawiony pod ścianą” oraz przy braku środków i narzędzi do dalszego rozwoju nuklearnego będzie musiał przyjąć zasady kooperacji z zachodem.Scenariusze rozwiązania tego impasu mnożą się z każdym dniem, jednak ostatecznie przyjmuje się najbardziej „proeuropejskie” rozwiązania. Społeczeństwo międzynarodowe może albo zaakceptować fakt nuklearyzacji Iranu wraz z jego konsekwencjami, albo zwiększyć możliwości dyplomatycznego oddziaływania na proces wzbogacania uranu.

Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.