Autor:
Data dodania
Inspiracją dla obecnych wydarzeń w Syrii, stała się niewątpliwie tzw. Arabska Wiosna. Zjawisko społecznej mobilizacji o niespotykanej dotychczas skali, jakie wystąpiło w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Masowe protesty przeciwko autorytarnej władzy w Tunezji i Egipcie, zainicjowały takie samo poruszenie w kraju rządzonym żelazną ręką przez Baszara al-Assada. Dodatkowym czynnikiem zachęcającym ludzi do walki stało się obalenie długoletnich dyktatorów, których pozycja wydawała się być niezagrożona.
Cechą charakterystyczną wszystkich wystąpień w świecie arabskim jest ich wspólne podłoże społeczno-ekonomiczne. Od Maroka, przez Libię, Egipt, po Jemen ludność rozpoczęła protesty, jako wyraz sprzeciwu wobec polityki wewnętrznej władz. Rozbudowa służb bezpieczeństwa pozwalała na kontrolowanie obywateli i zapobieganie tendencjom odśrodkowym. Jednak pogłębiające się trudności gospodarcze, wysokie bezrobocie, wszechobecna korupcja i ciągłe łamanie praw konstytucyjnych w połączeniu z narastającą frustracją, wytworzyły wśród ludności „mieszaninę wybuchową”. Dlaczego więc w Syrii rebelia trwa już dziewiąty miesiąc, podczas gdy demonstrantom w Tunisie i Kairze odsunięcie znienawidzonych władców zajęło stosunkowo mało czasu?
Przede wszystkim reżim prezydenta Zin Al-Abidina Ben Alego w Tunezji nie był tak opresyjny, jak ten syryjski. Obywatele cieszyli się o wiele większymi swobodami, a państwo nie poddawało społeczeństwa notorycznej kontroli. Kraj uważany jest za najbardziej liberalny spośród wszystkich państw arabskich. Szerokie prawa przysługują zwłaszcza kobietom. Sprawują one funkcje w rządzie, organach administracji centralnej i lokalnej. Stanowią ponad połowę uczących się na uniwersytetach. Z racji bliskiego sąsiedztwa z Europą oraz silnych kontaktów gospodarczych z Francją i Włochami następowało oddziaływanie kulturowe i polityczne. Jako kraj turystyczny, i z turystyki właśnie czerpiący większość dochodów, Tunezja musiała cechować się większa otwartością. Ułatwiło to znacznie zorganizowanie protestów, których inicjatorami stali się młodzi, dobrze wykształceni ludzie. Wykorzystali do tego celu popularne serwisy społecznościowe, gdyż dostęp do Internetu był wśród nich dość powszechny.
W Egipcie czynnikiem decydującym o w miarę szybkim odejściu Hosniego Mubaraka stało się cofnięcie poparcia przez rząd w Waszyngtonie. Współpraca amerykańsko-egipska rozwijała się prężnie przez 30 lat, dzięki czemu USA posiadały cennego sojusznika na Bliskim Wschodzie. Amerykanie, którzy wspierali finansowo reżim w Kairze uznali, że czas autorytarnego władcy dobiegł końca. Analiza zysków i strat wykazała konieczność zmiany. Wobec wzrastającej presji niezadowolonych Egipcjan, dalsze utrzymywanie się Mubaraka u władzy groziło wybuchem wojny domowej i destabilizacją całego kraju.
W przypadku Libii sytuacja była zbliżona do tej z Syrii. W państwie Muammara Kaddafiego na szeroką skalę rozwinięto system inwigilacji i zastraszania obywateli. Styl sprawowania władzy oraz metody rozprawy z opozycją były zbliżone do rozwiązań syryjskich. Odpowiedzią na wybuch protestów stała się brutalność służb podległych dyktatorowi. Po początkowych sukcesach powstańców, szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę sił rządowych. Tłumiono kolejne rozruchy, a wojska reżimu zajmowały stopniowo miasta opanowane wcześniej przez jego przeciwników. Całkiem realna stała się możliwość opanowania zamieszek i krwawa rozprawa z buntownikami. Bieg dalszych wydarzeń odmieniła interwencja NATO. Pierwsze samoloty Sojuszu pojawiły się nad Libią w momencie, gdy czołgi Kaddafiego znajdowały się już na przedmieściach Benghazi.
Na przedłużanie się walk w Syrii silny wpływ wywiera postawa wojska. Od jego zachowania zależy w znacznym stopniu trwałość reżimu. Do tej pory wojskowi opowiadają
się niezmiennie za Baszarem al.-Assadem. Zdają sobie bowiem sprawę, że mają wiele do stracenia na jego upadku. W Tunezji armia nie brała aktywnego udziału w tłumieniu zamieszek. Cała odpowiedzialność spadła na służby bezpieczeństwa i policję. Przy pomocy jednostek mundurowych prezydent Ben Ali starał się obronić swoją władzę. Dopiero, gdy okazało się to niewystarczające i przy jednoczesnym braku wsparcia ze strony generalicji musiał pogodzić się z porażką. Identyczną sytuację obserwowaliśmy w Egipcie. Demonstrantów z placu Tahrir rozpędzały oddziały prewencji i prorządowe bojówki. W tym czasie wojskowi bacznie przyglądali się rozwojowi sytuacji.
Położenie geograficzne Syrii sprawia, iż znajduje się ona w strefie ścierania się wpływów mocarstw. Rejon Bliskiego Wschodu w dalszym ciągu odgrywa kluczową rolę w polityce międzynarodowej. Najbliższym sojusznikiem prezydenta Assada jest Iran. Teheran z pełną premedytacją wykorzystuje łączące obydwa państwa więzy, aby umacniać swoją pozycję w regionie. Za pośrednictwem Damaszku wywiera wpływ, m.in. na sytuację w Libanie, gdzie swoją siedzibę posiada sponsorowany i zaopatrywany przez Irańczyków w broń Hezbollah. W trakcie obecnej rebelii, rząd Iranu wielokrotnie wyrażał poparcie dla władz syryjskich. Oskarżał jednocześnie demonstrantów o spiskowe działania wymierzone w legalne instytucje państwowe oraz przyjmowanie pomocy od wrogich sił. Natomiast Syria jednoznacznie wyraża aprobatę dla rozwijanej przez Teheran technologii nuklearnej.
Syria może liczyć również na wsparcie ze strony Rosji, dla której jest jednym z największych odbiorców uzbrojenia. Pomimo nacisków ze strony USA i apeli opinii międzynarodowej, dostarczono niedawno kolejną partię zamówionego sprzętu. Dodatkowo na korzyść reżimu Assada przemawia fakt, że w interesie Moskwy jest utrzymanie przychylnego rządu w rejonie Bliskiego Wschodu. Ze strategicznego punktu widzenia, Rosjanie nie mogą sobie pozwolić na utratę ostatniego sojusznika w tym rejonie świata. W syryjskim porcie Tartus znajduje się jedyna, poza terytorium byłego ZSRR baza rosyjskiej marynarki. Stacjonujące tam jednostki mają bezpośredni dostęp do akwenu Morza Śródziemnego.
Omawiając kwestię rewolucji w Syrii nie można zapomnieć o Izraelu. Władze żydowskie przyjęły postawę wyczekującą i z uwagą przyglądają się rozwojowi sytuacji. W ich interesie leży jednak upadek reżimu Assada, jako bliskiego sojusznika Iranu. Pod koniec listopada wzmocnieniu uległy oddziały izraelskie przy granicy z Libanem. Wcześniej Tel-Aviv musiał stawić czoło prowokacjom syryjskim w rejonie Wzgórz Golan. Można przypuszczać, że za wszystkimi zabiegami wymierzonymi w Izraelczyków stał Teheran. Służyły one prawdopodobnie wywołaniu reakcji zbrojnej i w konsekwencji odwróceniu uwagi od wydarzeń w Syrii. Iran oskarżał już kilkukrotnie Izrael i USA o sponsorowanie protestów przeciwko rządom Baszara al-Assada. Niejasne są poza tym okoliczności ostatniego ataku na oddział sił pokojowych ONZ w Libanie. Na początku grudnia wybuch miny-pułapki ranił 6 żołnierzy z francuskiego kontyngentu. Paryż oskarżył o przeprowadzenie zamachu bojowników Hezbollahu, czemu ten stanowczo zaprzeczył.
Rozpatrując możliwe scenariusze dla dalszych wydarzeń w Syrii, mało realne wydaje się powtórzenie sytuacji z marca tego roku. Wówczas na skutek wstrzymania się od głosu Rosji i Chin, udało się przegłosować w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucję otwierającą drogę do interwencji NATO w Libii. Operację sił powietrznych Moskwa uznała za spore nadużycie przyznanego wtedy mandatu. Razem z Kaddafim przepadły nie tylko rosyjskie wpływy, ale i kilkumiliardowe zamówienia dla rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Narażając się dziś nawet na słowa krytyki i pośredni współudział w przelewaniu krwi, włodarze Kremla nie zamierzają ponownie popełnić tego błędu.
Bardziej prawdopodobne jest zatem dalsze wywieranie presji metodami dyplomatyczno-ekonomicznymi. Sankcje nałożone przez Ligę Państw Arabskich wbrew pozorom
nie są wcale słabe. Zamrożeniu uległy aktywa bankowe, wstrzymano wszelkie inwestycje, ograniczono połączenia lotnicze z Damaszkiem. Zakazano podróżowania najwyższym oficjelom z otoczenia prezydenta Assada. Z upływem czasu będą one coraz mocniej uderzać w gospodarkę. Pogłębi to w znacznym stopniu międzynarodową izolację państwa. Dotkliwe jest także nałożone wcześniej przez Unię Europejską embargo na import oraz handel syryjską ropą naftową. Dochody ze sprzedaży produktów naftowych stanowią bowiem główne źródło dochodów budżetowych Syrii.
Przed Baszarem al Assadem stoją tylko dwa wyjścia. Najkorzystniejsze dla niego, będzie jednocześnie najgorsze dla Syryjczyków. Może próbować wszelkimi dostępnymi środkami zdusić zamieszki, aby utrzymać władzę. Wybór ten pociągnie za sobą dalszy wzrost liczby ofiar. Drugą opcją jest dobrowolne ustąpienie z urzędu i wyjazd z kraju. To jednak wydaje się mało prawdopodobne. Ewentualne trzecie rozwiązanie w postaci porozumienia z opozycją wykluczył krwawy bieg wypadków. Jeśli zatem nie wydarzy się żaden gwałtowny zwrot akcji, na przykład przewrót wojskowy lub obca interwencja zbrojna, walki potrwają jeszcze bardzo długo.
Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.


Wykop
Blip
Sledzik