Autor:
Data dodania
Ostatnie dni grudnia, to zwykle okazja do podsumowania mijającego roku. 2011 był pod kilkoma względami rokiem wyjątkowym, także dla polskiej polityki zagranicznej. Dość wspomnieć, że był to rok długo wyczekiwanej prezydencji. Sytuacja w Unii Europejskiej przez ostatnie pół roku zdominowała przekaz z zakresu spraw międzynarodowych. W ostatnim czasie wiele działo się jednak także w stosunkach z naszymi wschodnimi sąsiadami, o czym nie należy zapominać. Z prośbą o rozmowę w tej sprawie zwróciliśmy się do parlamentarzysty. Na pytania Tadeusza Rudzkiego odpowiada poseł Robert Tyszkiewicz, Zastępca Przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP.
Zaczniemy od sprawy Białorusi. Kilka dni temu minął rok od wyborów prezydenckich. Przekaz docierający z mediów jest jednoznaczny – kolejne zatrzymania, kolejne procesy, do tego fatalna sytuacja gospodarcza. Czy rok 2011 na Białorusi faktycznie był tak zły? Czy jest sposób, by sytuacja w tym kraju uległa jakiejkolwiek poprawie?
Rok 2011 na Białorusi pod względem politycznym tak naprawdę zaczął się 19 grudnia 2010 roku, podczas tragicznych wydarzeń w Mińsku. I to był naprawdę zły rok. Możemy dziś mówić o zupełnym regresie w relacjach Białorusi z Unią Europejską i o regresie w stosunkach między białoruską opozycją a reżimową władzą. Aresztowano wielu działaczy, znów przybyło więźniów politycznych, są wśród nich byli kandydaci na prezydenta. Opozycjoniści skazywani są przez zależne od reżimu sądy na kary pozbawienia wolności, wyroki są coraz bardziej restrykcyjne, zamiast normalnych procesów mamy pokazówki. Reżim Łukaszenki coraz mocniej się izoluje i skupia się wyłącznie na utrzymaniu władzy w państwie – za wszelką cenę. Tę cenę pokazuje nam sprawa Alesia Bialackiego. Reżim nie cofnął się ani przed skazaniem na więzienie obrońcy praw człowieka, ani przed wykorzystaniem demokratycznych mechanizmów działających w innych krajach – byle tylko pokazać swoją siłę.
Rok 2011 był na Białorusi także rokiem potężnego kryzysu ekonomicznego, który tym razem dotknął zwykłych ludzi – do tej pory reżimowi udawało się jakoś zaspokajać podstawowe potrzeby obywateli, teraz nawet to jest niemożliwe. Dewaluacja waluty i braki w zaopatrzeniu doprowadziły do tego, że wprowadzono limit wyjazdów za granicę dla Białorusinów. To jedyne państwo w Europie, które z własnej woli wprowadziło przepis tak bardzo ograniczający wolność obywateli. Ja jednak widzę światełko nadziei właśnie w kryzysie. Pokazuje on bowiem wielką słabość białoruskiej gospodarki. Białorusini wreszcie widzą wyraźnie, że na tej drodze, którą od lat kroczy ich kraj, nie spotka ich nic dobrego. To wpływa na powszechną zmianę w świadomości obywateli tego kraju i może w przyszłości doprowadzić do zmiany władzy. Na razie jednak Białoruś jeszcze silniej uzależnia się od Rosji. Cóż, Rosji zależy na przejęciu za bezcen największych białoruskich przedsiębiorstw – i dopóki trwać będzie czas „wielkich zakupów”, dopóty Rosja będzie tolerować Łukaszenkę. Ale gdy już nie będzie co kupować, Rosja może podjąć działań prowadzące do zmiany władzy na Białorusi – nawet dla Rosji Łukaszenka jest dziś zbyt dużym problemem wizerunkowym.
Ta trudna sytuacja u naszego wschodniego sąsiada ma też jednak pewien aspekt pozytywny – w Europie doszło bowiem do bezprecedensowej akcji solidarności z Białorusią. Unia nareszcie mówi jednym głosem w sprawie tego kraju. Powstał też fundusz solidarnościowy na rzecz wspierania procesów demokratyzacyjnych na Białorusi – to 80 milionów euro. Trzeba je mądrze wydatkować. Warte wspierania są wszelkie projekty, które przełamują monopol informacyjny na Białorusi, wspierają represjonowanych i niezależne organizacje. Musimy izolować reżim Łukaszenki, a jednocześnie podtrzymywać białoruskie społeczeństwo – choćby dzięki programom stypendialnym czy wymianie młodzieży. I to jako państwo polskie cały czas robimy.
Przejdźmy teraz do sprawy Litwy. Czemu - mimo upływu czasu - nie brakuje niepokojących doniesień od mieszkających tam Polaków? Do stałych, obecnych od lat zarzutów, doszła sprawa ustawy oświatowej. Działania litewskie pozostają w sprzeczności z promowanymi przez Unię Europejską standardami. Czy możemy jednoznacznie powiedzieć, że po stronie litewskiej brakuje dobrej woli? Czy prace różnych grup i komisji bilateralnych przynoszą jakikolwiek rezultat?
Cóż, patrząc na wszystkich naszych wschodnich sąsiadów można powiedzieć, że rok 2011 był rokiem regresu we wzajemnych relacjach i wielu celów naszej polityki wschodniej nie udało się zrealizować – choć nie z naszej winy. Pokazuje to, ile jeszcze mamy do zrobienia... Na Litwie doszło do skandalicznego zachowania wobec mniejszości polskiej, które trudno uzasadnić czymkolwiek innym niż tylko wewnętrznym zapotrzebowaniem Litwy na populistyczne hasła. Mam tu na myśli przede wszystkim wprowadzenie ustawy o oświacie, która pogorszyła warunki życia Polaków w tym kraju. Trzeba jasno powiedzieć, że te problemy wywołała Litwa. Wcześniej tez nie było idealnie, ale problemy były znane i nie eskalowały.
Także nasze negocjacje z Litwą na temat wspólnego projektu budowy elektrowni atomowej czy mostu energetycznego zawisły w próżni. To pewnie bardziej efekt sytuacji biznesowej, ale te rozmowy również nie przebiegały w najlepszej atmosferze. Słuchając wypowiedzi władz litewskich w ostatnich miesiącach mam wrażenie, że w tym kraju doszło do jakiegoś rozchwiania w polityce zagranicznej. Litewscy politycy prezentują niespójne, chaotyczne stanowiska, co osłabia pozycję tego kraju nie tylko z naszego punktu widzenia, ale też w oczach całej Unii Europejskiej. A szkoda.
Myślę, że z punktu widzenia Polski jedyną droga są nowe rozmowy i nowe próby dojścia do kompromisu. Pierwsza taka próba nie udała się, obrady dwustronnej komisji zakończyły się fiaskiem, ale jeśli Litwa wykaże wolę ku temu, Polska zawsze powinna siadać do rozmów na temat sytuacji mniejszości polskiej.
Zakończenie negocjacji układu stowarzyszeniowego UE-Ukraina, sugeruje, że – przynajmniej formalnie – Kijów obiera kurs prozachodni. Co zrobić, żeby Ukrainę do Unii Europejskiej przybliżyć także w sposób realny? Odwołajmy się do sytuacji premier Tymoszenko, która pokazuje, że ukraińskie prawo przewiduje odpowiedzialność karną za decyzje polityczne. Czy nie odnosi Pan wrażenia, że Ukraina długo jeszcze nie będzie w stanie zaaprobować zachodnich standardów nawet w najbardziej podstawowych kwestiach?
Ukraina to kolejny przykład na to, że rok 2011 był rokiem „niedobrych odpowiedzi” ze strony państw wschodnich. Być może to efekt kryzysu w Europie, być może właśnie sytuacja gospodarcza powoduje, że np. Ukraina wyhamowała w swoim marszu do Europy. Bo co prawda umowa stowarzyszeniowa została podpisana, ale jednocześnie wybuchła sprawa Julii Tymoszenko. Jest ona swoistym papierkiem lakmusowym wobec proeuropejskich deklaracji władz Ukrainy. Ekipa Janukowycza doskonale zdawała sobie sprawę, jaka będzie reakcja Unii na skazanie Tymoszenko. A mimo to w tym politycznym procesie zapadły absolutnie skandaliczne wyroki. Odpowiedź Unii nie mogła być inna jak tylko zamrożenie procesu zbliżania się Ukrainy do UE. Dziś jest jasne, że bez uwolnienia Tymoszenko nie ma mowy o żadnej kontynuacji.
Uważam, że Polska mogłaby tu odegrać istotną rolę – wyjść z misją dobrej woli, by pomóc przełamać ten kryzys, który dziś jest w dużej mierze kryzysem ambicjonalnym ukraińskich polityków. Mamy zaufanie obu stron tego konfliktu, dlatego sądzę, że moglibyśmy na drodze dyplomatycznej doprowadzić do znalezienia rozwiązania i uwolnienia Julii Tymoszenko. Choć to oczywiście bardzo trudny proces. Do jego rozpoczęcia zaś niezbędna jest wola polityczna ze strony obecnych władz Ukrainy.
Na koniec prośba o krótkie podsumowanie – co zaliczyłby Pan do największych sukcesów polskiej dyplomacji w mijającym roku? A co z kolei nam się nie udało i co wymaga szczególnych wysiłków w roku 2012?
Naszym największym sukcesem jest sprawnie i skutecznie przeprowadzona prezydencja Polski w Unii Europejskiej. Zbieramy dziś wiele pochwał za organizację prezydencji, ale też – za wzięcie na siebie roli poważnego partnera w debacie o europejskim kryzysie. Widać, że pozycja Polski w europejskim dialogu stale rośnie – i to jest ogromny sukces naszych władz. Z mniej widocznych, ale bardzo ważnych spraw chcę wymienić podpisanie umowy o małym ruchu granicznym z Obwodem Kaliningradzkim. Ma ona znaczenie przede wszystkim lokalne, ale jednocześnie pokazuje, że nawet z punktu widzenia Rosji Polska potrafi być skutecznym ambasadorem swoich spraw w Unii Europejskiej. Tym razem na naszym ambasadorowaniu skorzystali także obywatele rosyjscy.
Na koniec chcę wrócić do polityki wschodniej. Fakt, że za nami trudny rok, nie wolno się nam jednak zniechęcać. Podstawą w naszych relacjach ze Wschodem musi być bowiem – oprócz determinacji – wielka cierpliwość. Odmienność zachodzących w tych krajach procesów, szczególne doświadczenia historyczne, różnice cywilizacyjne, mentalnościowe i polityczne – wszystko to sprawia, że doprowadzenie do zmian, na jakich zależy i nam, i całej Unii Europejskiej, to proces długofalowy i wieloletni. I wymaga przede wszystkim cierpliwości. Życzę, by nam wszystkim nie zabrakło jej w nowym, 2012 roku.
Fot. Wojciech Wojtkielewicz, Robert Tyszkiewicz - Poseł na Sejm RP: materiały prasowe
Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.


Wykop
Blip
Sledzik