Autor:
Data dodania
Dno Oceanu Arktycznego jest dużo bogatsze w złoża, niż się wydawało jeszcze kilkanaście lat temu, w związku z czym stało się ważnym punktem w polityce pięciu państw, które mają do niego dostęp. Stany Zjednoczone, Rosja, Norwegia, Dania i Kanada mają świadomość, że uzyskanie zwierzchnictwa nad Arktyką oznacza dostęp do ogromnych złóż gazu ziemnego i ropy, które mają ogromny wpływ na pozycję ekonomiczną kraju w skali światowej. Arktyka staje się ważnym punktem zwłaszcza w polityce rosyjskiej, a udział Federacji w jakimkolwiek sporze terytorialnym rodzi niebezpieczeństwo, że nie wszystkie reguły prawa międzynarodowego będą przestrzegane.
Niezbadane, dzikie obszary polarne zawsze przyciągały żądnych przygód śmiałków, podróżników, wielorybników. Arktyka, której centrum stanowi skuty lodem Ocean Arktyczny, stała się jednak celem nie tylko dla polarników, ale i dla rządów państw, które mogą robić tam interesy. Nieustanne topnienie pokryty lodowej powoduje, że wizja dostępu do nieodkrytych dotychczas złóż gazu ziemnego i ropy coraz bardziej rozpala umysły polityków – w trudnych czasach, w jakich obecnie znajduje się świat, wolny dostęp do tych złóż mógłby stanowić lek na problemy finansowe Stanów Zjednoczonych lub też jeszcze bardziej uzależniłby globalną gospodarkę od rynku rosyjskiego.
Status prawny
Status prawny Arktyki nie jest regulowany żadną umową międzynarodową (w przeciwieństwie np. do Antarktyki). Jedynie pojedyncze jej fragmenty mają uregulowany status – jak np. Spitsbergen, który należy do Norwegii. Arktyka jest zarządzana przez Międzynarodową Organizację Złóż Morskich, a jurysdykcji nad nią nie posiada żadne państwo. Wykształciły się dwie teorie dotyczące jej statusu prawnego. Teoria morza pełnego zakłada, że na Morzu Arktycznym istnieje wolność żeglugi, jak na morzu pełnym. Teoria sektorów stanowi z kolei, że państwo ma prawo do obszarów arktycznych, jeśli jego terytorium przylega do wszystkich stref w danym sektorze. Choć teoria ta zaczęła się kształtować już w XV stuleciu, dopiero w 1925 r. wysunęła ją Kanada na poparcie swych racji. Teoria ta obecnie traci na znaczeniu.
W oparciu o Konwencję o prawie morza (1982 r.), każde z państw mających dostęp do Morza Arktycznego sprawuje władzę nad strefą przybrzeżną o szerokości 200 mil morskich, co stanowi wyłączną strefę ekonomiczną tego państwa. Należy uznać, że naturalne przedłużenie kontynentów stanowią szelfy kontynentalne, a co za tym idzie, mogą powodować rozszerzenie granic kompetencji państw. Także wzniesienia na szelfie, czyli grzbiety, mogą powodować rozszerzenie kompetencji danego państwa. Powołując się na to, rządy starają się poszerzyć swoją strefę wpływów. W sierpniu 2007 r. Rosja zorganizowała ekspedycję Arktyka-2007, która miała potwierdzić, że Grzbiet Łomonosowa (czyli grzbiet w dnie Oceanu Arktycznego przebiegający pod biegunem północnym) jest częścią jej szelfu kontynentalnego. Gdyby tak rzeczywiście było, Federacja uzyskałaby prawo do znajdujących się tam złóż. Pozostałe państwa, które mają względem Arktyki prawa, nie przychyliły się do rosyjskiego stanowiska. Dania na przykład podważyła wynik badań i podniosła, że Grzbiet Łomonosowa jest w rzeczywistości przedłużeniem Grenlandii, a więc obszaru duńskiego. Kanada zamanifestowała niezadowolenie poprzez wysłanie dodatkowych sił patrolowych na sporne terytoria. Wątpliwości nie przeszkodziły Rosji w zamanifestowaniu w 2007 r. swego zwierzchnictwa poprzez zamontowanie rosyjskiej flagi na głębokości 4000 m. Pobrano przy tym próbki skał. Warto dodać, że już w 2001 roku Rosja złożyła wniosek o przyznanie jej własności Grzbietu Łomonosowa do Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, lecz został on odrzucony, gdyż nie zawierał dostatecznych dowodów. Kolejny wniosek, oparty na nowych dowodach, ma zostać przestawiony w 2013 roku.
Opinia międzynarodowa – a przede wszystkim państwa, które mają względem Arktyki swoje interesy – potępiła wbicie rosyjskiej flagi, które zbyt dobrze przywodzi na myśl mocarstwowe gesty i zagrania ze strony Federacji oraz próbę siłowego zawłaszczania przezeń obszarów w różnych częściach świata. Dosadnie skwitował to kanadyjski minister spraw zagranicznych, Peter McKay, który zwrócił uwagę, że nie żyjemy w XV wieku i nie wystarczy, by przedstawiciele państwa wbijali flagę w wybranych przez siebie miejscach, tak by politycy mogli następnie pretendować do posiadania tego obszaru i ogłosić światu: „ Mamy prawo do tego terytorium”.
Czyje złoża?
Stawka walki o dostęp do znajdujących się w Arktyce złóż jest bardzo wysoka. Badania przeprowadzone przez amerykańskich i norweskich geologów dowodzą, że pod Arktyką znajduje się 20-25 proc. światowych zasobów ropy i gazu, a także spore ilości metali szlachetnych i węgla. Niezbadany dotychczas potencjał wydobywczy Arktyki wynosi w przybliżeniu 90 mld baryłek ropy naftowej oraz 50 bln metrów sześciennych gazu ziemnego.Przez lata wydobycie ich spod pokrywy lodowej było ekonomicznie nieopłacalne, jednak w związku z ciągłym jej topnieniem eksploatacja złóż w perspektywie najbliższych dekad będzie coraz łatwiejsza. Spory o dostęp do nich będą zaostrzać się w miarę ocieplania się klimatu. Korzyści dla zarządcy tych ogromnych połaci są oczywiste – bez wątpienia właśnie z tego powodu magazyn Foreign Policy ogłosił Arktykę najcenniejszym obszarem, który jest przedmiotem roszczeń terytorialnych. Należy brać pod uwagę scenariusz, w którym w walce wykorzystany zostanie potencjał militarny. Groźba taka wynika z rosyjskiej strategii bezpieczeństwa, która w 2009 r. została zatwierdzona przez prezydenta Miedwiediewa. Można w niej przeczytać, że "W rywalizacji o zasoby nie można wykluczyć, że siła militarna zostanie użyta do rozstrzygnięcia pojawiających się problemów, które mogłyby naruszyć równowagę sił blisko granic Rosji i jej sojuszników". Wojna na terenie jak najbardziej neutralnej Arktyki? Siergiej Ławrow, rosyjski szef dyplomacji, stanowczo wezwał NATO do ograniczenia obecności sojuszu w regionie.
Inna sprawa, że na chwilę obecna Rosja nie byłaby w stanie samodzielnie prowadzić wydobycia na duża skalę i zmuszona będzie skorzystać z pomocy zagranicznego kapitału.
Topnienie lodu to nie tylko dostęp do złóż, ale także otwarcie nowych szlaków handlowych. Bardzo skorzystałaby na tym Rosja, gdyż mogłaby eksportować ropę i gaz ziemny z Syberii do Europy Zachodniej z pominięciem państw Europy Centralnej.
Tematem spornym jest również tzw. Przejście Północno-Zachodnie. Kanada traktuje je jako swoje wody wewnętrzne, podczas gdy Stany Zjednoczone podnoszą, iż szlak ten stanowi drogę tranzytową pomiędzy obszarami morza otwartego. Przejście może stać się częścią bardzo ważnego szlaku handlowego – może bowiem okazać się krótszą drogą od przeprawy przez Kanał Panamski. W tym momencie Przejście nie jest wykorzystywane komercyjnie, jednak sytuacja odmieni się w związku ze zmniejszaniem się pokrywy lodowej, a więc już w ciągu najbliższych 50 lat, gdy stanie się żeglowne przez cały rok. Dania i Kanada toczą spór o podział szelfu kontynentalnego na Morzu Lincolna, a Rosja z Norwegią przez 40 lat prowadziły spór o ustalenie ostatecznej granicy na Morzu Barentsa.
W 1996 r. „państwa arktyczne”, czyli Dania, Finlandia, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, Stany Zjednoczone i Szwecja utworzyły Radę Arktyczną, czyli forum, którego celem jest współpraca tych krajów w zakresie promocji i ochrony oraz współpracy z rdzenną ludnością. W maju 2011 r. przedstawiciele tych krajów przybyli kostolicy Grenlandii, Nuuk, by podpisać porozumienie, które ma umożliwić im współprace na wodach Oceanu Arktycznego – mowa jest w nim o prowadzeniu akcji ratunkowych na wodach czy reakcji w razie wycieku ropy. Po raz pierwszy w spotkaniu grupy uczestniczyła sekretarz stanu USA, Hillary Clinton. Jej pojawienie się zostało powszechnie odebrane jako sygnał wzrastającego zainteresowania Waszyngtonu Arktyką. Dotychczas to Stany mają w Arktyce najsłabszą pozycję, na co wpływ ma niewątpliwie fakt, że do dnia dzisiejszego nie ratyfikowały konwencji ONZ o prawie morza z 1982 r.
Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.


Wykop
Blip
Sledzik