Autor:
Data dodania
Od 1945 roku na świecie miało miejsce ponad 300 aktów masowej przemocy. Zdecydowana większość wystąpiła w krajach Trzeciego Świata, a prawie dwie-trzecie z nich spowodowane konfliktami na tle etnicznym. Wraz z końcem Zimnej Wojny wielu ekspertów wierzyło, że liczba konfliktów zmniejszy się. Niestety, w post-zimnowojennym ładzie konflikty cechują się jeszcze większą brutalnością. Ostatnie wydarzenia w Gruzji oraz Palestynie pokazują, jak konflikty etniczne są trwale wpisane w relacje międzynarodowe.
Pierwszym zagadnieniem, które wymaga wyjaśnienia jest klasyfikacja aktów masowej przemocy. Według indexu ECOR (Ethnic Conflicts Research Project, Holandia) wyróżnia się 7 jej typów: a) Wojny antyreżimowe, państwo przeciwko powstańcom, b) Etno-nacjonalistyczne konflikty, zazwyczaj walki wewnątrz kraju (państwo przeciw narodowi), często w efekcie wykraczające poza granice państwowe, najbardziej powszechne, c) Klasyczne wojny międzynarodowe, d) Wojny dekolonizacyjne oraz okupacje, e) Walki między grupami etnicznymi w obrębie państwa, zazwyczaj bez ingerencji władz, f) Wojny gangów i niepaństwowych jednostek (wojujących lordów, religijnych ekstremistów, terrorystów, organizacji kryminalnych) w przypadku kryzysów w państwie i anarchii, g) Ludobójstwa (genocide) oraz inne zorganizowane przez państwo formy masowego mordu na danych grupach (socjalnych - democide, politycznych - politicide)
Cztery z wyżej wymienionych kategorii obejmują konflikty z dominującym charakterem etnicznym (B, S, E, G), które w latach 1985-94 stanowiły 66,2% z wszystkich 104 konfliktów na świecie, a w okresie 1995-2000 odpowiadały za 61,7% z 107 konfrontacji (dane: ECOR 2001). Co wynika z tych danych? Przede wszystkim, zauważalny jest wzrost ilości aktów masowej przemocy po zakończeniu Zimnej Wojny. Ilustruje to jak istotnym jest enigmatyczne zagadnienie etniczności. Dodatkowo, ludobójstwa, które w przytoczonych statystykach stanowią niespełna 2% przypadków, są najbardziej krwawymi z konfliktów. Rzeź dokonana przez plemię Tutsi na przedstawicielach grupy etnicznej Hutu i trzech innych mniejszości w Ruandzie rozpoczęta 7 kwietnia 1994 roku zakończyła się zaledwie po 99 dniach (15 lipca), lecz rezultatem była śmierć ponad 1 mln 74 tysięcy ludzi. To około 2 razy więcej niż wynosi całkowita liczna ofiar konfliktów w byłej Jugosławii i ZSRR w latach 1989-2000. Niektórzy badacze, na przykład profesor Rudolph Rummel z University of Hawaii, obliczają, że w wyniku ludobójstw zginęło cztery razy więcej ludzi niż w przypadku walk międzypaństwowych. Konfrontacja z takimi statystykami niewątpliwie skłania do zastanowienia się nad metodami zapobiegania lub łagodzenia takich tragedii.
Geneza problemów etnicznych
Dzisiejsze konflikty o podłożu etnicznym, zarówno w Ameryce Łacińskiej i Południowej, Afryce czy Azji swoje korzenie mają w imperialistycznych ekspansjach mocarstw po XV wieku, a w Europie sięgają jeszcze dawniejszych czasów. Kolonializm zniszczył delikatne struktury plemienne od stuleci istniejące wśród amerykańskich Indian, plemion afrykańskich, kaukaskich górali czy nomadycznych narodów Azji. Struktury te zostały brutalnie wyparte przez europejski model państwowości, z centralnym ośrodkiem zarządzania państwem, zupełnie niezrozumiałym dla podbitych ludów. Kolonizatorzy, dla zwiększenia swojej popularności i posłuchu wśród ludności tubylczej często stosowały strategię faworyzowania pewnych grup etnicznych, zazwyczaj tych największych i najagresywniejszych. Pospieszna dekolonizacja w XIX wieku w Ameryce Łacińskiej i Południowej, a w XX wieku w Afryce i Azji pozostawiła podbite ludy samym sobie. Do tego, zostały one zamknięte w postkolonialnych granicach często nierespektujących etnicznego podziału ludności. Nie mogły tak szybko zrozumieć tego, czego zrozumienie zabrało Europejczykomm kilkanaście wieków, lecz także nie potrafili już do struktur bez władzy, w których żyli ich przodkowie. Co więcej, Indianie w Amerykach zostali zepchnięci do marginesu, ich liczba w Ameryce Południowej zmniejszyła się z 80 milionów z XV wieku do 3,5 milionów w XX. Aby odnaleźć się w tej rzeczywistości nowe ,,narody” zaczęły nieumiejętnie imitować to, czego uczyli ich przybysze z Europy. Inni musieli uciekać od cywilizacji, aby zdziczeć, lecz przetrwać. Czasu na naukę było za mało, a kolonizatorzy nigdy nie przejmowali się pytaniem ,,co zrobią te ludy, gdy my odejdziemy?”. Wykrzywione zrozumienie pojęć władzy czy demokracji stworzyło państwa, które często są zagrożeniem dla własnych obywateli.
Działania prewencyjne
Właśnie w takich krajach istnieje największe zapotrzebowanie na pomoc z zewnątrz, która może zapobiec eskalacji konfliktów. Do metod prewencyjnych zalicza się między innymi: tworzenie sieci badawczych mających na celu zbudowanie systemu wczesnego ostrzegania o nadchodzących kryzysach, dyplomację, mediację i konstruktywny dialog między stronami, współpracę i odpowiedzialność wobec prawa międzynarodowego, przestrzeganie prawa do samostanowienia oraz szerzenie kultury pokoju między grupami etnicznymi. Pożądanymi efektami są: uznawanie praw mniejszościowych, prawa do samostanowienia i nieskrępowanej asocjacji przez władze w danych państwach, dzielenie się władzą oraz (kon)federalizm. Wyżej wymienione starania prewencyjne przeprowadzane są zazwyczaj przez organizacje międzynarodowe lub zainteresowane reżimy. Niestety, ludzie usiłujący wprowadzać w życie wymienione plany natykają na wiele problemów. Po pierwsze, zagadnienie etniczności jest tak złożone, że… Do dziś nie można wyróżnić żadnej ogólnie przyjętej jej definicji. Ipso facto, oznacza to, że każdy konflikt musi być przeanalizowany od początku do samego końca empirycznie. Niemożliwość odniesienia się do pewnych stałych zasad, podpowiedzi czy prawidłowości zwiększa wymagania, jakie muszą spełnić organizacje międzynarodowe. Potrzebni są specjaliści etnologowie, lingwiści, politologowie, kulturoznawcy, jak i poteżne zaplecze naukowo-badawcze oraz przychylność władz danego regionu. Znajomość relacji między danymi grupami etnicznymi, kultury i metod rozwiązywania problemów nabyta może zostać tylko dzięki długoletnim badaniom ,,w terenie”.
Konflikty nie wybuchają z dnia na dzień, często są wynikiem kumulujących się przez dziesięciolecia napięć, dlatego wiele nadziei pokładanych jest w prowadzonych operacjach. Niestety, działalność taka wymaga bardzo dużych nakładów finansowych, które często przekraczają możliwości organizacji międzynarodowych. Brak pieniędzy zniechęca specjalistów do pracy w trudnych warunkach i za niskie pensje oraz utrudnia stronę logistyczną. Budżet Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), głównego organu zajmującego się prewencją konfliktów w Europie, wzrósł z 1 miliona Euro w 1994 roku do ponad 200 milionów w 2000. W 2008 roku wynosi on ok. 164 miliony, czyli 4 miliony mniej niż rok wcześniej. Około 75% pieniędzy przeznaczane jest na operacje terenowe. Mimo wszystko, sumy te są zdecydowanie niewystarczające, szczególnie przy ponownie rosnących napięciach na Bałkanach i Zakaukaziu.
Rządy bogatych państw rzadko biorą bezpośredni udział lub sponsorują opisywane próby prewencji, zarówno z czystej pragmatycznej kalkulacji geopolitycznej, jak i zwykłej oszczędności lub z powodu obojętności opinii publicznej. Pokój w Darfurze nie ma większego znaczenia dla polityki USA, natomiast relacje między Izraelem a Palestyną jak najbardziej, toteż politycy amerykańscy intensywnie mediowali między stronami.
Równie często problemem jest brak przychylności lokalnych władz wobec grup badaczy. W krajach Trzeciego Świata, szczególnie tych niestabilnych, reżimy mają tendencje dążenia do konfrontacji etnicznych, gdyż często jest to korzystne dla dominującej grupy. Na świecie jest około 50 państw, które nie podpisały lub już odrzuciły Konwencję Przeciw Ludobóstwu ONZ z 1948 roku. Państwa te uważane są za potencjalnie ludobójcze i niechętne do współpracy z organizacjami międzynarodowymi. W tym świetle oczywistym jest, że perspektywy na sukces prewencji w takich krajach są nikłe. Wiele nadziei pokłada się w rozwoju organów takich jak Organizacja Narodów Amerykańskich (OAS) czy Organizacja Jedności Afrykańskiej (OAU), które, wzorem Unii Europejskiej, ,,ucywilizują” swoich członków i zwiększą zależności między państwami, skłaniając je do współpracy i przestrzegania prawa międzynarodowego. Organizacje te są jednak jeszcze w stanie embrionalnym.
Nie mniejszym utrudnieniem jest tabu, jakie na temat etniczność nakłada się w życiu politycznym. Opinia publiczna rozwiniętych państw zazwyczaj jest bardzo wyczulona na ludzkie tragedie, szczególnie gdy cierpią całe narody. Zmusza to czasem rządy do podejmowania nieupragnionych działań. Amerykańska interwencja w Somalii w latach 1992-93 była skutkiem medialnej nagonki, jaka została wystosowana przeciwko ,,nieczułym, egoistycznym politykom”, którzy ignorowali rzeź w Rogu Afryki. Etniczne konflikty, z powodu swojej krwawej specyfiki i zawiłości, są bardzo niewygodnymi tematami dla rządów. Władze często starają się sprowadzać je do poziomu prymitywnych, chaotycznych wybryków wywodzących się z trybalizmu, na które nie mają wpływu. Przyjęcie takiej postawy pozwala im uciszyć dziennikarzy i aktywistów z organizacji międzynarodowych.
Interwencja czyli jest już za późno
R.J. Vincent, specjalista od praw człowieka, w swojej książce ,,Nonintervention and International Order” (Princeton, 1974) opisuje pojęcie interwencji jako: działalność podjętą przez państwo, grupę w obrębie państwa, grupę państw lub organizację międzynarodową, której celem jest ingerencja w wewnętrzne sprawy innego państwa przy pomocy środków przymusu. Jest to pojedynczy akt mający początek i koniec, wymierzony w struktury władzy. Nie jest bezwarunkowo legalna lub bezprawna, jednak bez wątpienia łamie konwencjonalne płaszczyzny stosunków międzynarodowych”(tłumaczenie redaktora)
W tej definicji zawarte jest meritum problemów związanych z interwencjami humanitarnymi. Od 1948 roku większość zagadnień w stosunkach między państwami regulowana jest prawem międzynarodowym zapisanym w ustawach ONZ. W ich świetle siłowe interwencje militarne, nawet te o najszlachetniejszych intencjach, są nielegalne. Takie ingerencje w działalność innych niepodległych państw naruszają podstawowe prawa o zakazie używania siły (Artykuł 2(4) Karty ONZ), nie interweniowaniu (Artykuł 2(7) karty ONZ), jaki i zwyczajowe prawo międzynarodowe.
Rada Bezpieczeństwa w uzasadnionych sytuacjach akceptuje interwencje humanitarne lub pokojowe. Zwrócić należy uwagę, że terminy te, bardzo popularne w mediach, sprowadzają się do jednego - militarnej operacji w sytuacji humanitarnego kryzysu. W latach 1948-1988 wystosowanych zostało 13 zezwoleń, a po końcu Zimnej Wojny liczba ta zaczęła zdecydowanie rosnąć. Podstawą do wydania zgody jest tak zwany “Rozdział 6 i pół” Karty ONZ, ,,znajdujący się” między pokojowym rozwiązywaniem sporów (Rozdział 6) a zezwoleniem na użycie siły w celu utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa (Rozdział 7). Dodatkowo przytacza się preambułę i artykuły 1(3), 55 i 56 Karty ONZ traktujące o obronie praw człowieka.
Zawiłości prawa międzynarodowego nie są jedynym problemem związanym z operacjami na rzecz pokoju. Według realistów, państwa są jednostkami egoistycznymi, których celem jest dbanie o swój własny interes. Wydawanie pięniędzy z budżetu, narażanie życia żołnierzy i wysyłanie niewyobrażalnie drogiego sprzętu wojskowego do egzotycznych miejsc na drugim końcu świata niekoniecznie współgra z tą doktryną. Bardzo duże znaczenie ma tzw. efekt worków na ciała (the bodybags effect) - śmierć własnych żołnierzy z misji pokojowych często skłania rządy do natychmiastowego wycofania się z akcji. Tak było w przypadku Amerykanów w Somalii (18 zabitych, 1 porwany) czy Belgów w Ruandzie (10 martwych żołnierzy). Niektóre rządy okazują się bardziej zdeterminowane - Pakistańczycy nie wycofali się z Somalii pomimo 24 ofiar zasadzki generała Aideed, a Brytyjczycy kontynuowali kosztowną misję w Sierra Leone w 2000 roku. Postulaty realistów są szczególnie w opozycji z próbami uspokajania konfliktów etnicznych. Realiści utrzymują, że to rząd danego państwa jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo i dobrobyt swoich obywateli i nikt inny nie ma moralnego obowiązku pomagać mu w realizacji tych celów.
Co jednak w sytuacji, gdy to właśnie siły rządowe są odpowiedzialne za masakry? Ponadto, kwestia interwencji międzynarodowych stwarza ryzyko nadużyć i selektywności. Obce państwa, kierowane chęcią zysku, mogą wykorzystywać sytuacje chaosu i pod przykrywką humanitarnej pomocy wykorzystywać zasoby naturalne ,,chronionego” kraju lub czerpać korzyści polityczne. Do takich sytuacji dochodziło chociażby w trakcie Wojny Afrykańskiej (1998-2003) w Kongo czy na początku lat 90 na Zakaukaziu, gdy armia rosyjska dostała mandat OBWE by pełnić tam funkcję sił pokojowych, chociaż w praktyce była stroną w konflikcie. Problem selektywności związany jest z geopolitycznymi interesami członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, szczególnie Wielkiej Piątki (USA, Francja, Chiny, Rosja, Wieka Brytania). Veto Federacji Rosyjskiej zawsze było przeszkodą dla jakiejkolwiek misji pokojowej w płonącej Czeczenii. Mała wiedza na temat etniczności i poszczególnych konfliktów często skutkuje w tym, że moralne podstawy dla interwencji zostają oceniane bardzo subiektywnie. Stwarza to ryzyko wystąpienia sporów przy definiowaniu co jest, a co nie jest pogwałceniem praw człowieka, co może zostać uznane za stłumienie rebelii, a co jest już masowym mordem. Przy znacznyh różnicach religijnych, kulturowych czy historycznych można uzyskać wiele sprzecznych odpowiedzi. Pluraliści wierzą, że wobec tego zasada nieinterweniowania może lepiej przysłużyć się do osiągnięcia porządku międzynarodowego.
Prognoza
Zapobieganie konfliktom jest rozwiązaniem dużo praktyczniejszym niż interwencja militarna po wybuchu przemocy. Nie tylko zmniejsza śmiertelność, ale i obniża koszta. Wymownym może być fakt, że roczny budżet OBWE w 1999 roku był trzy razy niższy niż koszt konstrukcji bombowca B2 “Stealth” zestrzelonego w trakcie interwencji NATO w Jugosławii. Jednocześnie, prewencja wydaje się znacznie trudniejszą sztuką.
Koniec rywalizacji między supermocarstwami stworzył miejsce dla rozwoju nowych zagadnień w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Pomoc humanitarna, walka z biedą, degradacją środowiska czy badania nad konfliktami etnicznymi zaczęły zyskiwać coraz większą popularność. Nie oznacza to jednak, że w trakcie Zimnej Wojny te problemy nie występowały. Wręcz przeciwnie, początków wielu z nich doszukać się można właśnie w tym okresie. W konfrontacji z zagrożeniem wojną nuklearną wydawały się jednak mało istotne, wręcz błahe. I chociaż przedstawiona analiza problemu nie napawa optymizmem, pamiętać należy, że studia o prewencji czy łagodzenia wojen o podłożu etnicznym są raczkującymi dziedzinami, które, mimo wszystko, rozwijają się stosunkowo dynamicznie. Niestety, czasem dopiero takie wydarzenia 64 jak ludobójstwo w Ruandzie są wystarczającym impulsem, by zachęcić oporne rządy do współpracy na tym polu.
Christian P. Scherrer, dyrektor ECORu i badacz tematu od ponad 20 lat, wiele nadziei pokłada w rozwoju organizacji regionalnych, które zmniejszą znaczenie państwowości, a zwiększą międzynarodową współpracę, jak to się dzieje w przypadku Unii Europejskiej. Przyczynić się to może to wzrostu skuteczności wysiłków prewencyjnych. Według jego prognozy w przeciągu najbliższych kilkunastu lat ilość konfiktów o podłożu etnicznym zmniejszy się do tego stopnia, że będzie można mówić o relatywnym pokoju na świecie. Cynik mógłby skontrować, że za kilkanaście lat na świecie po prostu będzie brakować mniejszości narodowych, które mógłby być niszczone przez dominujące grupy. Nie lubimy cyników.
Copyright © 2011 stosunkimiedzynarodowe.pl. Projekt i realizacja: agencja interaktywna netturbina.pl.

Wykop
Blip
Sledzik